PRZYSZŁO NOWE

Ostatnio wydaje się, że zły los towarzyszący Lubelskim jakby złagodniał. Na kartach życia tej rodziny tym razem były wypisane takie słowa jak: nadzieja, optymizm oraz wiara w to, że wśród wielu dróg, jakie daje im życie do wyboru, odnajdą tę najwłaściwszą.
Nawet czarne chmury wiszące nad nimi do tej pory, jakby zmieniły swoją barwę. Niebo wyraźnie się wypogodziło i wreszcie, może jeszcze trochę nieśmiało, zaświeciło im słońce.

Przyszło nowe

Do Wielkanocy było jeszcze sporo czasu, ale pierwsze oznaki wiosny były już widoczne w ogrodzie Marysi. Grządki z tulipanami i żonkilami przypominały kolorowe dywany, a cudnie rozkwitnięte żółte forsycje rosnące tuż przy ogrodzeniu, napawały radością i przechodniów i jej mieszkańców.

Maria, jak sama o sobie mówiła ze śmiechem, była niby studentką. Uczestniczyła w zajęciach przygotowujących ją do pracy w punkcie aptecznym. Była bardzo podekscytowana zmianami, jakie zachodziły
w jej życiu, ale przede wszystkim interesowali ją nowi, poznani tam ludzie. Przyjechali z różnych zakątków Polski, wywodzili się z bardzo różnych środowisk. Podobnie jak ona, byli zachłanni wiedzy, ciekawi wszystkich nowości, ale i bardzo zagubieni w tym nowym świecie…

Fragment książki BABA Z BABY – Marioli Klink.

Reklamy

SPOTKANIE PIĘTNASTE

… poświęciłyśmy wakacyjnym wspomnieniom
i naszym dokonaniom – nie tylko poetyckim :)
Poniżej, fragment książki BABA Z BABY Marioli Klink.

URODZINY

Był mroźny listopadowy dzień 1918 roku. Zawieje i zamiecie śnieżne
dawały się we znaki i ludziom i zwierzętom.


Wprawdzie do rozwiązania było jeszcze kilka dni, jednak przyszła
matka czuła, że zbliża się właśnie ten czas.
Maluch nie przejmując się pogodą bardzo chciał poznać świat.
Czteroletnia Sabinka patrzyła z przerażeniem na matkę nie rozumiejąc, dlaczego ona tak krzyczy. Podeszła do leżącego na ławie ojca, ale ten wrzasnął jedynie, jak to miał w zwyczaju i przeturlał się na drugi bok.

– Sabinko, podaj mi te szmatki, które ci pokazałam wczoraj, wszystko
będzie dobrze córuchno – smutno powiedziała Barbara Stawska.

Dziewczynka instynktownie czuła, że dzieje się coś niedobrego. Podała szmatki, ale jej dziecięcy rozum podpowiadał, że musi wzywać pomocy. Założyła kufajkę i co sił w nogach popędziła do sąsiedniej chałupy wzywać pomocy.

Stara Józefa domyśliła się od razu w czym rzecz. Biegła co sił, trzymając zmarzniętą rączkę dziecka, a może tylko szybko szła.
Była kobietą już bardzo zaprzyjaźnioną z życiem i chociaż z niejednego pieca chleb jadła, to co zobaczyła, zupełnie ją zaskoczyło. Zaniemówiła. Starając się jednak nie przestraszyć dziewczynki
powiedziała cicho:

– Idź Sabinka do kuchni, nie patrz dziecino. – A po jej policzkach toczyły się łzy wielkości dużego grochu.

Na podłodze, w morzu krwi, leżała matka Sabinki trzymając na ręku
noworodka. Dziecko jeszcze oddychało, ona już niestety nie. Obok na ławie, pijany jak bela, chrapał jej mąż.

– Ty łobuzie, morderco, to przez ciebie – wykrzykiwała stara Józefa…

* * *

Jest we mnie tętent koni,
których nie mogę powstrzymać,
Jest we mnie ryk oceanu,
którego zagłuszyć niczym nie potrafię.
Stoję w bezdechu nad życiową przepaścią
wciśnięta w twardy gorset życia.

Smutek, rozpacz, beznadzieja…

Czy mam się poddać i zniknąć niczym bańka mydlana?
O nie! żadne tornado ani tsunami
nie odbierze mi odwagi w walce o mnie samą.
Dosyć! Uciszcie się złowrogie głosy,
idźcie precz podstępni  fałszywi przyjaciele.

Mój panie, wszechmocny władco,
który wszystko wiesz i nie obce ci są losy kobiet,
Ucisz we mnie złowrogie żywioły
bym wreszcie  zaznała szczęścia,
lekko unosząc  się nad ziemią.

Autorką wiersza jest Mariola Klink.

…Takiego poruszenia…

… dawno na Złotnie nie było. Wszyscy byli ciekawi w jakiej sukni Marysia pójdzie do ołtarza, jak będą ubrani goście, jakie weselisko wyprawi  kowal  swej jedynaczce.

Pocztówka Antoniego Uniechowskiego

Następnego dnia,  zgodnie ze  staropolskim zwyczajem,  z samego rana  miały miejsce „rozpleciny”. Zofia poprosiła panią Stenię, aby swojej pupilce rozplotła warkocz.  Stenia płakała i rozplatała warkocze wspominając dawne czasy, gdy jeszcze Marysię  jako niemowlaka
w swych ramionach kołysała.

Cieszę się, mówiła łamiącym się głosem Stenia, że widzę cię taką szczęśliwą, obyś nigdy gołąbeczko nie zapomniała miłości jaką otrzymałaś w panieńskim stanie od brata, rodziców, przyjaciół
i oby to szczęście zawsze było przy tobie.

Już czas. Teraz koleżanki  założyły Marysi piękną ślubną suknię, a na głowę  włożyły  jej „koronę weselną” z mirtu. Wyglądała pięknie, niczym cudny kwiat z niezwykłej oranżerii i niejedna panna poczuła ukłucie na jej widok.

Czytaj dalej

Mądrzy ludzie mówią…

 … że życie płynie  niczym rzeka, że nigdy nie zawraca. To prawda.

Popatrzcie za siebie. I co widzicie?

Za każdym razem inne obrazy, chociaż jak się wydaje patrzycie tak samo, ale widzicie coś zupełnie  innego. I tak z perspektywy lat nasze wspomnienia nabierają innych znaczeń, kształtów, często zacierają się w pamięci, choć pytania dotyczące przeszłości, a jeszcze bardziej odpowiedzi na nie, nurtują nas coraz bardziej.
Czy jednak po latach potrafimy zdefiniować swoje życie, odpowiedzieć na pytanie co było  dla nas ważne, jakie były  nasze pragnienia, na jakie kompromisy godziliśmy się, a które zdecydowanie odrzucaliśmy?

Mariola KlinkTe pytania niewątpliwie wymagają przemyśleń
i bardzo indywidualnych, osobistych  odpowiedzi.        A zatem…

Dawno, nawet bardzo dawno temu, mieszkałam w drewnianym domu na Złotnie, na  peryferiach Łodzi. To dom z historią, taką zwyczajną, ludzką, w której losy  jego mieszkańców splatają się z aktualnymi  wydarzeniami. Chcę  wam opowiedzieć o ich życiu. To moi krewni a ja  jestem jedną z nich…

Fragment powieści  Baba z baby – Marioli Klink.