„Pan od poezji” – Joanna Siedlecka

Prószyński i S-ka SA,  wydanie z 2002 r.

Dzisiaj wcześnie rano wstałem
A wstawszy w niebo spojrzałem
Tam na chmurze siedział gołąb
( ptak od flirtu i pokoju )
Pytam jego: są nowiny?
Stasia Stommy imieniny!!!

Ile liści na kapuście
Ile dziadów na odpuście
Ile Kisiel wypił wódy
Ile razy Tyrmand upadł
Ile Ziuta ma uroków
Czy en face czy też z boku
Ile ma Gołubiew dzieci
( chociaż liczy się co trzecie )
Ile Jaś napisał tomów
Ile jeszcze młodych Stommów
Ile ognia ma pan Nowak
( Panie Nowak niech pan schowa )
Ile ma w rodzinie hrabin
Jacek Wu. Lecz tu karabin
Muszę wstawić aby rym był
Jakim bowiem wieszczem bym był
Ile razy Kubiak żenił
Marxa i eclesię  świętą
Ile polskich pań poetek
Zdławił zły Turowicz Jerzy
Tyle szczęścia i słodyczy
Oraz zdrowia Tobie życzę
A na koniec to całuję
Oczy Twe i twarz w ogóle
Tudzież swym ogonem merdam
Twój pies wierny
Zbigniew Herbert

Był dyskretny, powściągliwy, nieskory  do wynurzeń osobistych, nie publikował dzienników, ułatwiających tropy do własnego wnętrza, zasłaniał się płaszczem ironii, zbroją heroizmu, postacią Pana Cogito…

Joanna Siedlecka

„Pan Cogito”

Wydawnictwo a5  –  wydanie  II z  2008 roku.

PAN  COGITO  CZYTA  GAZETĘ

Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

120 poległych
daremnie szukać na mapie
zbyt wielka odległość
pokrywa ich jak dżungla

nie przemawiają do wyobraźni jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję
temat do rozmyślania:
arytmetyka współczucia

Czytaj dalej

„Ciemne źródło” – Andrzej Franaszek

PULS  –  wydanie  I  z  1998 roku.

Usadowiłem się naprzeciw jatki. Atletyczny rzeźnik daje darmowy spektakl pod tytułem „Ćwiartowanie wołu”.
Nóż ślizga się z maestrią przez wzgórza mięśni, tasak
rozłupuje kości – rozkłada tę wspaniałą rzecz na elementy.
Jednym ruchem wyjmuje z wnętrza wątrobę,
serce i rzuca je płasko na rzeźniczy pień.
Myślę o krytykach, którzy zajmą się nami, będą się znęcali
nad tym, co po nas zostanie, kłując i szarpiąc na oślep.

–  Zbigniew Herbert –

… Książka, którą Czytelnik zechciał
właśnie wziąć do ręki, chce sprawdzić,
czym podszyte jest męstwo, wierność
i inne wartości, wielokrotnie poświadczane przez autora Potęgi smaku.
Dostrzec ułomność Herbertowskiego bohatera i rozpacz, która budzi się w nim, gdy dostrzega nieprawość porządku, jakim rządzi się świat, gdy myśli o nicości oraz bólu, który każe mu wątpić w obecność sprawiedliwego Boga.

Z tej perspektywy właśnie cierpienie, w wielości swoich wcieleń
i konsekwencji, staje się doświadczeniem centralnym – zarówno dla poetyckiego bohatera, jak i dla nas, chcących zrozumieć sens Herbertowskiego dzieła…

Andrzej Franaszek

„Rovigo”

Wydawnictwo Dolnośląskie  –  wydanie I  z 1992 r.

KALENDARZE  PANA  COGITO

1

Pan Cogito
przegląda czasem
swoje stare
kieszonkowe kalendarze

i wtedy odjeżdża
jak na białym parostatku
w czas przeszły dokonany

na samą granicę horyzontu
własnej niepojętej istoty

widzi siebie
w dalekim tle
ciemnego obrazu

Pan Cogito
doznaje uczucia
jakby spotkał

kogoś dawno zmarłego
lub niedyskretnie czytał
cudze pamiętniki

stwierdza bez satysfakcji
żelazną konieczność obrotów ziemi
następstwo pór roku
nieubłagane tykanie zegarów

i znikliwą
przerywistą linię
własnej egzystencji

owego pamiętnego dnia
(imieniny ukochanej)
słońce wstało dokładnie
szósta trzydzieści pięć
zaszło o ósmej dwadzieścia jeden

natomiast wspomnienie
panny
jest mgliste
imię zaledwie
kolor oczu
piegi
drobne ręce
śmiech
nie zawsze sensowny

kalendarz informuje dokładnie
że księżyc był w nowiu
i tak było na pewno

ale czy o n a była i on
i ogród i czereśnie

2

Niepokój budzą w Panu Cogito
zapiski osobiste

Hala
Spotkanie z Leopoldem
Złożyć podanie o paszport

ale schodząc głębiej
w zakamarki jaźni
Pan Cogito
odkrywa miesiące
nie zapisane
żadną notatką
choćby tak banalną
jak – oddać bieliznę do prania
– kupić szczypiorek

żadnego znaku
żadnego numeru telefonu
żadnego adresu

Pan Cogito
wie co znaczy
złowróżbna
cisza

zna dobrze
ciężar
ślepych
wyblakłych
kartek

mógłby zniszczyć tę pustkę
zapisać byle czym

Pan Cogito
troskliwie przechowuje
szarobłękitne kalendarze

– jak łuski wystrzelonych nabojów

– wykres absurdalnej choroby

– jak pamiętnik pogromu

„Pan Cogito szuka rady”…

… to spektakl – z 1984 r. – Teatru Powszechnego w Warszawie,
w reżyserii Zbigniewa Zapasiewicza.

DOJRZAŁOŚĆ

Dobre jest to co minęło
dobre jest to co nadchodzi
a nawet dobra jest
teraźniejszość

W gnieździe uplecionym z ciała
żył ptak
bił skrzydłami o serce
nazywaliśmy go najczęściej: niepokój
a czasem: miłość

wieczorami
szliśmy nad rwącą rzekę żalu
można się było przejrzeć w rzece
od stóp do głów

teraz
ptak upadł na dno chmury
rzeka utonęła w piasku

bezradni jak dzieci
i doświadczeni jak starcy
jesteśmy po prostu wolni
to znaczy gotowi odejść

w nocy przychodzi miły staruszek
ujmującym gestem zaprasza
– jak się nazywasz – pytamy strwożeni

– Seneka -tak mówią ci którzy kończyli gimnazjum
a ci którzy nie znają łaciny
wołają mnie: umarły 

„Wybór wierszy”

PIW – wydanie I z 1983 r.

PAN  OD  PRZYRODY

Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy

stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
złoty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat

on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą
gwałtownie się kurczy

on nas wprowadził
przez złoty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka

on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz
z jego namowy

w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło

w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii

jeśli poszedł do nieba –

może chodzi teraz
na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zieloną skrzynią
wesoło dyndającą z tyłu

ale jeśli nie poszedł do góry –

kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
– dzień dobry panie profesorze
pozwoli pan że panu pomogę

przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści

Czytaj dalej

„Napis”

Wydawnictwo Dolnośląskie – II wydanie z 1996 roku.

ZASYPIAMY   W   SŁOWACH

Zasypiamy na słowach
budzimy się w słowach

czasem są to łagodne
proste rzeczowniki
las albo okręt

odrywają się od nas
las odchodzi szybko
za linię horyzontu

okręt odpływa
bez śladu i przyczyny

niebezpieczne są słowa
które wypadły z całości
urywki zdań sentencji
początki refrenu
zapomnianego hymnu

„zbawieni będą ci którzy…”
„pamiętaj abyś…”
lub „jak”
drobna i kłująca szpilka
co spajała
najpiękniejszą zgubioną
metaforę świata

trzeba śnić cierpliwie
w nadziei że treść się dopełni
że brakujące słowa
wejdą w kalekie zdania
i pewność na którą czekamy
zarzuci kotwicę