SEN MARA

KW_13Sen mara, nie odżegnasz się,
Sen życie – śmierć, nie uciekniesz,
Sen love – hate, zrośnięte przepaści,
Jedno serce podzielone na sto,
Jedna myśl oszalała w pszczelnym roju,
Jeden rozum pomieszany na morzu sprzeczności.

Logos i chaos, nie pogodzisz ich,
Sen – widmo zabitych i spokój bezpiecznych,
Sen walczących śród klęski i krzywd bezbronnych,
Jedno serce pęknięte, wszystkie serca bezradne,
Jedna myśl oszalała, wszystkie myśli w popłochu,
Jeden rozum i morze, obszar bez dna.

A jednak suchą stopą przechodził po wodzie
Bóg wiara, czynił cuda i konał za innych,
Sen piekło potępionych i niebo niewinnych,
Sen zbawienie, sen kara,
Jeden na sto,
Morze bez dna,
Morze dno,
Sen mara.

DIALOG  PRZY  FAJCE

Abażur z ludzkiej skóry,
Popielniczka z ludzkiej czaszki,
Czemu nie?

Wszystko się może wydarzyć
I myśmy powinni o tym
Jak dojrzali panowie spokojnie
Wieczorem przy fajce
Pogwarzyć.

– Ile milionów Żydów?
Ile milionów Polaków?
Kto to wie.

Nikt ich nie zliczy
I nie bardzo o czym tu gwarzyć,
Więc jak dorośli, spokojni panowie
Raz na zawsze powinniśmy wiedzieć,
Że to wszystko może się znowu
Kiedyś wydarzyć.

Czytaj dalej

ŚWIĘTO TRWANIA

8-kwietnia urodziny Buddhy,
Japonia idzie z gałązką wiśni,
Niesie kwitnącą świecę
Ze zmiennej ciemności życia
W niezmienną jasność
Jedynego trwania:
W doskonałość
Niebytu.

KW_12Naprzeciw Bóg Ojciec z naszej figury
Idzie z gałązką wierzby,
Niesie kwitnącą świecę
Ze zmiennej ciemności życia
W niezmienną jasność
I trwałość istnienia
Nieprzerwanego
Na wieki wieków.

Przechodzi wiosna koło wiosny,
Mija się gałąź z gałęzią
I rozstaje się niebyt z istnieniem:
Odmienne zbawienie z dwu stron
Do swoich się śpieszą jasności,
Do dwojga zamkniętych drzwi,
Pod które jak żebrak ścigany
Przez policję w luksusowym uzdrowisku
Podpełza ostatnim wysiłkiem
Na czworakach
Doczesny
Wyznawca.

WIERSZ  O  WÓDCE

Pędzą ją z pestek, z łup winogron,
Z jabłek, śliwek, agrestu,
A ja wam utoczę wódkę z nie-mowy
Moich traw ogrodowych,
Z szelestu.

Tylko połóżcie się tak jak ja,
Głowami w dyniach, rękami w grochu,
Wzdłuż pościelistych bruzd,
I pijcie szum ten i szelest życia
(I śmierci po trochu)
Z podziemnej ciemni,
Z tajemnej gorzelni,
Z roślinnych ust.

Wyszeleści się gleba szczęśliwa,
Wysłowi się krew jej, oliwa,
I wzejdą pędem samiczym
Pożywne wywary,
Warzywa.

Śmiertelnie miłosny alkohol,
Rozpaczliwe pijaństwo istnienia,
Przymus kosmiczny,
Biała patoka:
Połóżcie się tylko na ziemi,
Najbliżej dna, najbliżej korzeni,
Zobaczycie jaka to wódka,
Jaka czysta i
Jaka głęboka.

Czytaj dalej

STARY WIERSZ

Odnalazłem stary wiersz w zeszycie,
Już uwiędły, jak paproć w zielniku.
Po co chować zwłoki ziół ukrycie,
Powiedz serce, śmieszny botaniku?

KW_11_W Lake PlacidePo co pisać: „Wiatr obrywa osty,
Piżmem leśnym pachnie sucha mięta,
Ślimak z malwy różowej i prostej
Schodzi w dół”. – Kto to zapamięta?

Słowa uschły, zioła uschły, przeszło,
Wsiąkło w papier, nic więcej nie znaczy.
Tylko droga polną i zamierzchłą
Jeszcze idę, wciąż tam jestem, patrzę.

Jeszcze idę, widzę jak po łące
Mlecz puszysty leci modrym błyskiem,
Pola w malwach świecą żółkniejące,
Upał sosen wieje nad pastwiskiem.

Jeszcze piżmo, jeszcze sucha mięta,
A już sny się ocknęły ogromne…
Wtedym pytał: kto to zapamięta?
Teraz wiem już: nigdy nie zapomnę.

ZAPACH

Wszystko wam oddam tylko nie te trawy
Łąk pokoszonych i cień pod modrzewiem.
Szuwarem pachną zamulone stawy
I coś gadają. Co takiego? Nie wiem.

Cały dzień chodzę, przysiadam w tym cieniu
I to, co widzę, powtarzam bez związku:
Piasek, zielone kamyki w strumieniu,
Łąki i stawy – i znów od początku.

Dopiero nocą, gdy idziemy skrajem
Rzęs ponadwodnych w blady księżyc z wosku,
Zgaduję nagle, że idę mym krajem
I trawy pachną i więdną po polsku.

Wiersze – z tomiku KORZEC MAKU /1951 r./

Czytaj dalej

DROGA DO DOMU

KW_10Na Bagateli – różowe kasztany.
Na wyspie obok ścian teatru – modrzew,
Łazienki w wiośnie niewypowiedzianej,
Buki i lipy i stary białodrzew,
Wszystko, com widział codziennie po drodze,
Gdy szedłem z miasta do domu powoli,
Wszystko to widzę, tamtędy znów chodzę,
Cieszy mię wszystko, przeraża i boli,
I w tym śnie błędnym witania -żegnania
Zamykam oczy i wybieram drogę,
Niby na jawie, pod okna mieszkania…
Jeszcze tam mieszkam, wyjść stamtąd nie mogę.

KTOKOLWIEK  JESTEŚ  BEZ  OJCZYZNY

Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny
Wstąp tu, gdzie czekam po kryjomu:
W ugornej pustce jałowizny
Będziemy razem nie mieć domu.

Kto się zapatrzył w tamte strony,
Gdzie dotąd niebo nocą ciemną
Od łuny drży nieugaszonej,
Niech w noc tę głębiej idzie ze mną.

Komu się śnią włóczone kości
Przez psy na polach, gdzie rozpaczą
Brzozy odarte jeszcze płaczą,
Niech mi to wyzna w samotności.

Bo z mgieł jesiennych, przez ścierniska,
W badylach, perzu, kłębem pnączy
Szept jakiś z trudem się przeciska
I w samo serce, w krew się sączy.

Bo nie ma ziemi wybieranej,
Jest tylko ziemia przeznaczona,
Ze wszystkich bogactw – cztery ściany,
Z całego świata – tamta strona.

Wiersze – z tomiku RÓŻA WIATRÓW /1942 r./

Czytaj dalej

MIASTA I LUDZIE

1
Na twarzach leżą
Omdlałe,
Na płucach leżą
Zduszone
W męczarni –
Wszystkie jednako białe,
Czerwone
I czarne.

KW_09_Kongres PEN Clubów w Hadze_1931 r.Potem zrywają się, wstają,
Jeżą się stromą wieżą,
W wielocyfrową zbijają się sumę:
Stupiętrową protezą
Podpierają swą dumę.

I śpieszą się,
Panicznie się śpieszą,
Nigdy nie mają czasu:
Pędzą autami, giełdami,
Dziennikami, meczami,
Huraganami hałasu.

Przechodnie,
Stop!
Światło czerwone!
Można swobodnie
Przejść na drugą stronę.

2
To Detroit. Ma skronie szklane
I pot na czole płaskiem.
Jest w asfalt zaprasowane
Rozpalonem żelazkiem.

W Cleveland żółty, siarczany dym,
Jak flegma, z jam się dobywa.
Ruda się topi w ogniu złym,
Żelazo płynie jak oliwa.

Chicago – szczur pod światłem łun –
Podpełza pić z jeziora pianę
I w ogniu dnia z piaszczystych diun
Wykrada swą fatamorganę.

I konie w Kansas, Oklahoma,
Pieśni murzyńskie i bawełna,
I księżyc złoty w niej, jak słoma,
Miast i księżyców głowa pełna.

Czytaj dalej

SPRZEDAJ SIĘ WIATROM

Sprzedaj się wiatrom i gwiżdż razem z nimi
Na to, co było i na to, co będzie!
Wczoraj czy jutro?! Wciąż przecież złotymi
Szczytami grają urwiste krawędzie!

Po nich ci tańczyć, wypaść z równowagi,
Wyuzdać żądzę, zamrzeć w słodkim strachu,
W comme-il-faut plunąć, wszystkie kopnąć blagi
I śmiać się, będąc hrabią na Gierlachu!

KW_07_Z Anielą Zagórską nad Morskim OkiemOhej szaleństwo, ohej przyjacielu!
Wszak jeno dychać zawieruchą dziką,
Jednemu rwać się wśród piorunów wielu
Po wymarzone, cudowne ryzyko.

Siedmiomilowy, o najdroższy kroku,
Którym na przełęcz skacze się z przełęczy!
Jak bosko serce kąpać w Morskim Oku
I potem suszyć je na łuku tęczy.

ZIMA  ZAKOPIAŃSKA

Góry rozsnute na świetle księżyca
Rosną jak gdyby na powierzchni blasku,
Bezmierna przestrzeń niebo skroś przesyca
I śnieg jest jakby z zielonego piasku.

Na szczytach świerki z japońskiego tuszu
Czarne, wycięte w tarczy księżycowej,
Stoją w płonącym światła pióropuszu,
Jak w aureoli naokoło głowy.

Świat jest z tysiąca jednej nocy przygód,
Westchnień, przywidzeń, marzeń i sekretów,
Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot,
Świat dla kochanków i świat dla poetów.

Czytaj dalej

LAUR OLIMPIJSKI

… tomik poetycki, nagrodzony złotym medalem w Olimpijskim Konkursie Sztuki i Literatury w Amsterdamie w 1928 r.

SKOK  O  TYCZCE

Już odbił się, już płynie! Boską równowagą
Rozpina się na drzewcu i wieje, jak flagą,
Dolata do poprzeczki i nagłym trzepotem
Przerzuca się, jakby był ptakiem i kotem.

Zatrzymajcie go w locie, niech w górze zastygnie,
Niech w tył odrzuci tyczkę, niepotrzebną dźwignię,
Niech tak trwa, niech tak wisi, owinięty chmurą,
Rozpylony w powietrzu, leciutki, jak pióro.

Nie opadnie na siłach, nie osłabnie w pędzie,
Jeszcze wyżej się wzniesie, nad wszystkie krawędzie,
Odpowie nam z wysoka, odkrzyknie się echem,
Że leci prosto w niebo, jest naszym oddechem.

100 M.

KW_08_1930Obserwatorzy Tatrzańskiego Rajdu SamochodowegoKażdy muskuł się zwinął w kłębek, jak sprężyna,
I na cięciwie ciała niecierpliwie drży,
Motor serca już w uszach walić mi zaczyna,
Gotowe! Starter, strzelać! Raz – dwa – trzy!

Ach – stopy już poderwał alarmowy sygnał,
Klin powietrza się w gardło aż do bólu wbił,
Galop ruchu mnie poniósł, oddech z piersi wygnał
I z wszystkich żył pompuje coraz więcej sił.

Burza kroków mych teraz zniszczy cię, rozgniecie,
Milionem razów zgnębi, nim dojdziesz do stu,
Przestrzeni nienawistna rozpięta na mecie
Białym pasmem, co krzyczy, że to jest już tu.

Ostatnim jeszcze susem dopaść cię drapieżnie,
Z taśmą na piersiach poczuć się lekkim, jak puch,
I z uśmiechem cię w sercu pomieścić, jak bieżnię,
Jak treść twą tajemniczą, nieustanny ruch.

Czytaj dalej