SZEDŁ CZARODZIEJ

Wiesław Kot – w antologii wierszy dla dzieci – zamieścił
9 utworów Joanny Pollakówny.

Szedł czarodziej_okładkaLWIE   PASZCZE
Tu maciejka,
tu trawa i chaszcze,
a tutaj – lwie paszcze.
– Czemu  paszcze
i czemu lwie?
Czy mają szczęki dwie
i ostre kły?
A one na wietrze się chwieją,
różowe są, bardzo się śmieją:
– My, chociaż lwie
nie jesteśmy złe!
Nie ryczymy!
Nie chcemy gryźć!
Kwitniemy,
więcej nic.

MALOWANIE
Co będzie na tym obrazie?
Na razie
kładę kolory i linie.
Niebieska rzeka płynie zwinnie,
wtem żółte słońce wpada do rzeki
i zaraz las wyrasta zielony, wielki.
Czerwony mak ma niebo błękitne nad głową.
Spojrzę –
i słońce zachodzi złoto i fioletowo,
a kiedy żółty kolor z czerwonym połączę,
pomarańczowe kule rozsypię po łące.
Pomarańcze na łące? I gdzież to być może?
– Na obrazku.
Gdy jestem w różowym humorze.

Książeczki Joanny Pollakówny są również  TUTAJ.

SKĄPA JASNOŚĆ

Skąpa jasność_okładkaBo człowiek chory jest wygnańcem z Raju.
Schody wrogo spiętrzone dęba przed nim stają,
trawa obco się jeży niewydolnym stopom,
powietrze stawia opór jak szkło pokruszone,
niedostępną przestrzenią połyskliwie mami.
Człowiekowi choremu ucieka spod ręki
pióro, niechętna łyżka, obrót klucza prędki
– napiętnowany chory między przedmiotami.

W trudzie będzie zdobywał dni oporność senną.
W trudzie będzie w nieswojość wdzierał się codzienną,
skąpą jasność rozjarzał, to zduszał w rozpaczy.
Aż mu czasem rozświetli się – nie w Raj stracony,
tylko w bladą poświatę z niewiadomej strony,
która podsyci ból
i zachwyt
na ten ból niebaczny.

Z  ŻYCIA  BIEDRONKI

Jaka przygnębiająca nietrafność wyboru!
Wędrówki wzdłuż papierów z niedorzecznym skrętem
pod wciąż napotykanym kątem prostym.
Jaki uciążliwy
start do lotu z bezmiernej przestrzeni arkusza!
Lot – zbyt krótki i ciężki – i znowu mordęga
na jałowych, kosmatych równinach tapczanu.
A przecież tuż – tak blisko – miododajne liście,
ogród, w nim smugi wonnego powietrza.
– o p od a l nie przeczute.
Zbawienne o p o d a l.

PO BÓLU

JP_04Kiedy ból mija
jest chwila pustynna
cisza w niej stoi
słupem białej mgły.
Myśl w sen się topi
słaba i dziękczynna
że ból ustał.
Nim ustał
z życiem ostro zszył.

PO  CZĘŚCI

Po części tylko poznajemy
i po części prorokujemy.
Św.Paweł, Pierwszy List do Koryntian, 13,9

Po części bowiem tylko poznajemy…
Skra słońca uwięziona w grubym szkle kielicha
da wgląd w bezbrzeżność światła.
I cóż, że to licha
cząstka wszechświata,
drzazga objawienia?
Ze studni gwiazdy widać
i sklepienia
niebieskiego pokrywa odsłania się z cicha.

Daj nam przeczuwać całość.
Niech przez mrok prześwieca
jak okrąg idącego do pełni księżyca.

Wiersze – z tomiku SKĄPANA JASNOŚĆ / 1999 r./

„PIETA” TYCJANA

Pieta TycjanaPowtórzyć boską czynność:
breję gliny
zmusić, by wytrąciła złoty osad.

I jeszcze więcej:
z czerwonawej ziemi,
bieli ołowiu,
szkarłatu marzanny,
dobywać złoto – i światło ze złota.

W żółknącym świetle
w mrocznozłotym mżeniu,
starzec do Ręki schyla się w milczeniu,
gotów na śmierć i ciemna poświatę w jej tle.

* * *
Dokąd wzywa ta tęsknota,
co z obrazów na nas woła,
z maźnięć farby ułożonych
w ciemną czułość aksamitu,
w czyjąś szatę barwy śliwek,
w czyjeś niebo nieskończone?

W czyje niebo nieskończone?
Za czym wzywa nas tęsknota?

WIECZNOŚĆ

Jak im sprostać, obrazom, nieprzystępnym światom?
Oczy, nie dość uważne, ani się dopatrzą
ścisłości, z jaką ręką marzącą i władczą
malarz wkreślał kształt barwny w wyliczona przestrzeń.

Pamięć, zawsze zawodna, żywy kolor zetrze,
śpiewność tonu rozstroi w swoim chromym biegu.
Cóż stąd?
Gdy Michał Anioł rzeźbę lepił w śniegu,
też jej nie zdawał na przyszłość bezpieczną.
A przecież w plamach farby na zwilżonym tynku,
w świetle dobytym z gliny i w krzywiźnie linii,
w wyobraźni, co swe światy wznosi bez spoczynku
przebywa nieuchwytna, niepojęta wieczność.

( Vasari wspomina, że Michał Anioł na prośbę
Piotra Medyceusza wyrzeźbił na pałacowym
dziedzińcu figurę ze śniegu – „i była to niezwykła
rzeźba”).

Wiersze – z tomiku SKĄPA JASNOŚĆ /1999 r./

MAŁOMÓWNOŚĆ

Małomówność_okładkaW bólu, w miłości
bądź małomówny
Niebo przemówi
biegnącym cieniem
stalowym gradem
pragnieniem ziemi
suchej, spękanej
jak usta nieme.

Niezgaszona
żarząca miłość
ból falą spłynął
w zmęczeniu ustał.
Cisza stężona
usta przy ustach.

ŻAŁOBA  PO  DRZEWIE
Śmierć drzewa.
Nagle puste powietrze.
Ptaki wpadają w próżnię.
Wiatr odchodzi z pustymi rękami.

ŻAL  PO  ZDJĘTYM  OBRAZIE
Zasklepiła się przestrzeń
Kolor uszedł w powietrze
Prąd światła zatamowany
ślepy pokój, bielmo ściany.

WIERSZ PROGRAMOWY /1993 r./

JP_05Wcale nie o to chodzi, żeby coś zostało:
jesienny chrzęst papierów,
ogniotrwały wers
przekładany z rąk do rąk
jak magiczny kamyk.

Niech tylko gdzieś w powietrzu wyżłobi się trop
poszukującej myśli,
wyobraźni objawień.
Niech się w metaocean ludzkiego myślenia
wtopią rozterki nasze, nasze zachwycenia.

NAUKA  HISTORII / 1980 r./

Co z męki, co ze śmierci?
Nic z nich nie wyrasta.
Ani potomnych mądrość,
ani krzew kolczasty
kłujący z krzykiem niebo
aż niebo opadnie
kojącą manną
w usta skrwawione i głodne.

Co ożyje z męczarni?
Myśl jej nie ogarnie
pamięć się wzdrygnie
popiół
do ziemi przypadnie.

Twarde cisze stają kołem
– rdzawe plamy pod popiołem.

Wiersze – z tomu MAŁOMÓWNOŚĆ /1995 r./

LATO SZPITALNE

Lato szpitalne_okładkaBiała moc mojej ściany,
lato módl się za nami.
Biała noc w sufitowym stepie,
lato, lato, gdzie trwonisz sierpień?
Jak panna głupia frymarczysz
miesiącami i za sobą palisz
jaworowe mosty
kładki jesionowe
ludziom jaworowym,
ołów kładziesz w nogi,
soczyste kubły nieba
wylewasz,
dusisz betonem.

JESIEŃ

Spadają gruszki.
Rośnie stos
w paterę płowej obfitości
w renesansowy obraz.
Sączy się noc
spękaniem werniksowym.
I wypadają włosy
– słyszę krętość ich śladów
owady zamroczone
ślepe tory owadów
miękki opór powietrza
włosy zetlałe szeleszczą
spływają w senność opieszale

nóżki owadów gmerzą
znaki pożegnalne

Czytaj dalej