DO MŁODEJ LIPY

O jakże szybko,
Maleńka lipko,
Ogromnym staniesz się drzewem,

I jak przed laty
Pień twój skrzydlaty
Zaszumi poecie śpiewem.

Dołem woń miodna
Spłynie łagodna,
A piosnka szmerliwa – górą.

05_JIPod twoim cieniem
Znowu wspomnieniem
Stół będzie, lutnia i pióro.

Wzorzysty listek
Dziergany wszystek
Nad nową pochyli się głową.

Wieczne wrzeciono!
Kądziel zieloną
Wić będziesz jak nitkę – słowo.

Arka przymierza,
Zielona wieża –
Cieniem twym pomnóż nam wierszy,

Trelem miłości,
Żarem wieczności
Ostatni niech śpiewa jak pierwszy.

Nic się nie zmieni
W twojej zieleni,
Urośnie z wiosną płaszcz boski –

Cennymi słowy
Przemówi nowy
Poeta, jak Kochanowski.

PÓŹNY  WIECZÓR
Noc. Siedzę przy kieliszku. Już mnie prawie nie ma,
Lecz jeszcze czuję bicie podskórne zegara,
Który znaczy ziarnkami krwi bieżące fale.
Zgrzyta z wolna sprężyna, rdza pierwsza osiada,
I myślę o młodości, która z wolna mija,
Która może minęła już, choć o tym nie wiem.
I resztki świadomości chcąc z siebie wydobyć,
Patrzę na szyby okien bielmem powleczone…

Oddałem życie moje tym, co za mnie żyją,
Wiem, oni mnie dopełniają, oni mnie pomnożą.

Czytaj dalej

Reklamy

KSIĘGA DNIA I KSIĘGA NOCY /1929 r./

XIX
Julianowi Tuwimowi

04_Szeregowiec w 1920 r.

Szeregowiec w 1920 r.

Głos słyszałem dziś żałosny,
W nocy wzywał mnie do siebie,
Rżał w ogrodzie, gdzie gąszcz rośnie
Jak zbłąkane małe źrebię.

Długo wołał po imieniu
Tak przeciągle, przenikliwie,
A ty spałeś w szklanym cieniu
Zwarłszy czarnych rzęs igliwie.

Cicho teraz. Już zadniało.
Odejść chcę pod niebem zbladłem;
Przekroczyłem śpiące ciało,
Włócząc białym prześcieradłem.

ZIMA
P.Teresie Potulickiej

Poezja jest jak lustro: Iłłakowiczówna
Konkretność każdej rzeczy słowem białym pieści
I lampy, lalki z laki w labirynt słów zmieści.
I to jest tajemnica – ale nie ta główna.

Ta leży na dnie cichym w zamarłym jeziorze:
Któż rozpozna staw czarny zamarzły o zimie?
Nikt nie wie, że na głazie na dnie ryto imię,
Bo nikt lodu jak płótna gwałtem nie rozporze,

I nie wie nikt, w czym śniegu leży tajemnica,
Jak nikt nie wie, w czym leży czar dzikiej poezji.
Na saniach nam bogowie ją kiedyś przywieźli,
I oto po czas końca wszystkich nas zachwyca.

Czytaj dalej

LILITH

… to pierwszy drukowany wiersz, który ukazał się w kijowskim miesięczniku „Pióro” w roku 1915.

02_JI_Gimnazjalista w 1912 r.

Maturzysta w 1912 r.

Cichy o marmur sandału
Kadzidła welon i ambry woń.
Drży w siny płomień świecznika dłoń
Idzie Lilith… idzie Lilith…

O serce moje zgłodniałe, cyt!
To płatków kwietnych opada rój,
To kadzidlany ściele się zwój,
Idzie Lilith… idzie Lilith…

To wschodni śni się duszy mej myt
To płacze tęskny i zwiędły kwiat.
O czarny marmur sandału zgrzyt

Kroki tajemnic i szepty zdrad.
Rodzi się wonny i słodki byt,
Idzie Lilith… idzie Lilith…

PROLOG

Czasem spokojny smęt przez chwilę mi zamąca
Jesienny, złoty grot zachodzącego słońca.

I dusza ma czująca odwiecznych wspomnień echa
Do tych świetlanych plam łagodnie się uśmiecha.

Z promieni dobrych tych samotnej mojej psychy
Rodzi się pereł rząd – nizane oktostychy.

I gdy przychodzi znów dni bezsłonecznych bladość,
To w naszyjniku tym jest cała moja radość.

OGRODNICZKI

Panieneczki, mieszczaneczki podlewają ogródeczki,
Posypują żółtym piaskiem drobne, kręte, wąskie steczki,

Paniczyki (och, okrzyki!), cynie, fuksje i gwoździki,
Rezedowe wonne grządki, pieski, kotki i króliki.

Zakasawszy swe spódniczki, z falbankami perliczkami,
Panieneczki – mieszczaneczki, panieneczki – ogrodniczki.

Za sztachetą ktoś karetą przybył. Czarne stoją konie,
Stoi rycerz czarny, w masce, w czarnym płaszczu, z kosą w dłoni.

Czytaj dalej