STROFY O JANIE LECHONIU

… zebrał i wstępem opatrzył Stanisław Kaszyński.

NIE  DOJECHAŁ  –  Kazimierz Wierzyński

On nie dojechał,
Spieszył się windą,
Wysoko, na któreś piętro w hotelu,
Uciekał przed zagładą:
Pędem, po czerwonym dywanie do okna,
I głową w dół.

JL_20_Wydanie I_1985_nakład 10 tysięcyOstatnia sekunda cierpienia
Gdy jeszcze ręce się trzęsą,
I potem duża, ciężka obcość
I okrwawione ludzkie mięso.

Zaczepił się w drodze o balkon,
Twarz się spłaszczyła pęknięta,
Zbiegli się, patrzeć nie mogli, pytali:
Skąd? Z którego piętra?

I został w Brooklynie, w ścisku umarłych,
Ze swoim Złym
(Aniołem? Biesem)
I tylko pamięć, potworny testament,
Błąka się się pod bezsensownym
Paryskim adresem.

Czytaj dalej

POETA NIEMODNY

JL_19_Zdzisław Czermański_1957Mówią mi: „Nic nie wskrzesi czasu, co przeżyty,
Wkrótce o nim i pamięć wśród młodych się zatrze.
Zabieraj sobie swoje stare rekwizyty,
Bo nową będą grali sztukę na teatrze”.

Cóż robić? Trzeba upić ambrozji się flachą,
Co jeszcze mi została z młodzieńczych bankietów.
Wychodzę z różą w ręku, z księżycem pod pachą,
A resztę pozostawiam dla nowych poetów.

OSTATNIA  MIŁOŚĆ

Dawno zmarli mych marzeń wierni towarzysze:
Poeci romantyczni, zapatrzeni w ciemnie,
Egerie w czarnych lokach – teraz nocą słyszę,
Bez zbytecznych pożegnań odchodzą ode mnie.

Już wczoraj mnie opuścił Wajdelota stary.
Ostatnim dyliżansem odjechał Fantazy,
Na dziedzińcu ułani zwijają sztandary,
Xiążę Józef już wydał odmarszu rozkazy.

Księżycowa poezji niech Was noc pochłania!
Za wszystko wam dziękuję, lecz na nic tu płacze.
Choć z nowa mą Marylą nie będzie spotkania,
Bo teraz kocham przyszłość, której nie zobaczę.

Czytaj dalej

POŻEGNANIE „MARSYLIANKI” /fragment/

JL_18_Karol Szymanowski, Serge Lifar, Jan Lechoń_Paryż 1936…Ach! tylko jeszcze jeden krótki krzyk rozpaczy,
I miliona nóg tupot już słychać w pobliżu.
I święta Genowefa spłakana zobaczy
Zwycięskich barbarzyńców w twych murach, Paryżu.
Gdy dźwięk Twój poza miastem coraz się oddala,
Na plac Zgody bez końca wojsk ciągną kolumny.
Patrz! Oto wjeżdża człowiek, co kościoły kala
I wielkim bohaterom zagląda do trumny.
On bluźni: „Cóż się teraz oprze mojej mocy,
Gdy to miasto uklękło wśród mych armat huku?”.
I tylko Twoje echo rozbrzmiewa po nocy
I budzi jakieś mary na paryskim bruku.

RIO  DE  JANEIRO

Natura jako słońce stanęła w zenicie,
Ziemia, niebo i morze razem wznoszą pean.
Jak dywan srebrnej piany, błyszczący w błękicie,
Rozwija się i zwija przepyszny ocean.
Pośród kwiatów jak drzewa i ptaków jak kwiaty
Zapachów tajemniczych tren płynie bogaty,
W powietrzu różnobarwnych rój zawisł motyli.
Więc wzrok swój utęskniony podnosisz do góry
I wtedy widzisz niebo, prawdziwe, bez chmury,
I wszystko, coś przecierpiał, zapomnisz w tej chwili.
A w wieczór, kiedy zmroku zapada zasłona,
Otwarte widzisz nagle ogromne ramiona,
Co z nieba błogosławią smugami srebrnemi
Tę ziemię czarodziejską, jak ogród zaklęty,
To miasto fantastyczne i błędne okręty,
Co wiozą smutnych ludzi wygnanych z swej ziemi.

Czytaj dalej

CZERWONE WINO

JL_17_Mal_Roman KramsztykBardzo wcześnie jest jesień.
Coraz wcześniej słońce
Za jezioro z ołowiu w drżące spada trzciny.
Dzień jest po to, by sennie płynęły godziny,
A wieczór, by oglądać gwiazdy spadające.

Renoir chyba w sadzie pomalował śliwy,
Tak ich skórka zielona, a brzegiem liliowa,
I wszystko tu coś znaczy, tylko brak na słowa.
Ach! jak tu odpowiedzieć, czy jestem szczęśliwy?

Jak nurek schodzi w mroki tajemniczych głębin,
Gdzie się przepych koralu bogato rozpina,
Tak ja wypijam wzrokiem czerwoność jarzębin,
Lub próbuję wargami czerwonego wina.

OD  ŻALU  NIE  UCIEKNIESZ,  NIE  UJDZIESZ  GORYCZY…

Od żalu nie uciekniesz, nie ujdziesz goryczy,
I każda twa pociecha – to widmo przeszłości.
Ach! czegóż się spodziewa i na cóż to liczy
Każdy z nas, co na tyle patrzał nikczemności?

I tylkoś jest zdziwiony, że jeszcze cię wzrusza
To drzewo całe w kwiatach, różowy wschód słońca,
I żyjesz aby twoja nieśmiertelna dusza
Co dane jej przecierpieć, cierpiała do końca.

Cóż z tego, że coś kochał – przemija jak dymy,
Że po tych, co odchodzą, żal serce ci toczy.
My z starym Sofoklesem spokojnie patrzymy
Na ten widok, na który chciałbyś zamknąć oczy.

Czytaj dalej

SREBRNE I CZARNE /1924 r./

PYTASZ CO W MOIM ŻYCIU
Z WSZYSTKICH RZECZĄ GŁÓWNĄ

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość – obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej – modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

JL_05_okładka_Edward Bartłomiejczyk_ 1924Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia –
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

SPRZECZKA

Już zimny dzień jesienny zaczyna omdlewać ,
I w myślach szukam kształtu twej drogiej postaci,
I ból, co mną nurtuje, wszechwładną moc traci.
Pójdziemy do ogrodu. Nie warto się gniewać.

Patrz, księżyc nad jezioro zza chmury wypływa,
W milczeniu stoi ogród jak mlekiem oblany,
I tylko czasem, z trzaskiem pękają kasztany.
Wsłuchujemy się w tę ziemię; jest chyba szczęśliwa.

W akacje płynie fala zimnego przewiewu –
Ach! niechaj nas przepływa, ach! niechaj w nas wieje
I niechaj nas oczyszcza, jak z liści aleje –
Nas, ślepych na swą miłość, pobladłych od gniewu.

Czytaj dalej

KARMAZYNOWY POEMAT /1920 r./

JL_03_okładka Zofii Stryjeńskiej_II wyd_1922Herostrates
Duch na seansie
Jacek Malczewski
Sejm
Mochnacki
Pani Słowacka
Piłsudski

MOCHNACKI  /fragment/

Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
I z wolna jął próbować akord po akordzie.
Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku,
A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku,
A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury,
A wyżej na galerii – milcz serce! – mundury.
Tylko jeden krok mały od sali go dzieli,
Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli –
On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie,
Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie.

Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie,
I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie.
Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze,
I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże.
Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią,
Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią!
Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec.
Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec,
I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer,
Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier.
Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci.
Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci,
Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco,
I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki,
I zapach białej sukni, ubranej w fijołki…
Czytaj dalej

JAN LECHOŃ /1899 – 1956/

JL_02_1904 r.Zadebiutował (wydanymi przez ojca) tomikami:
NA ZŁOTYM POLU /1913r./
PO RÓŻNYCH ŚCIEŻKACH /1914 r./

W 1916 r. wystawiono w teatrze jego jednoaktówkę W PAŁACU KRÓLEWSKIM.

Wiersz opublikowany, rok później, na łamach czasopisma PRO ARTE ET STUDIO przyniósł poecie ogromną popularność.

HEROSTRATES

Czyli to będzie w Sofii, czy też w Waszyngtonie.
Od egipskich piramid do śniegów Tobolska
Na tysiączne się wiorsty rozsiadła nam Polska,
Papuga wszystkich ludów – w cierniowej koronie.

Kaleka, jak beznodzy żołnierze szpitalni,
Co będą ze łzą wieczną chodzili po świecie,
Taka wyszła nam Polska z urzędu w powiecie
I taka się powlokła do robót – w kopalni.

Dziewczyna, na matczyne niepomna przestrogi,
Nieprawny dóbr sukcesor, oranych przez dzieci,
Robaczek świętojański, co w nocy zaświeci,
Wspomnieniem dawnych bogactw żyjący ubogi.

A dzisiaj mi się w zimnym powiewie jesieni,
W szeleście rdzawych liści, lecących z kasztanów,
Wydała kościotrupem spod wszystkich kurhanów,
Co czeka trwożny chwili, gdy ciało odmieni.

Czytaj dalej