„Autotomia”

Pamięci Haliny Poświatowskiej – Wisława Szymborska


W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje:
jedną siebie oddaje na pożarcie światu,
drugą sobą ucieka.

Rozpada się gwałtownie na zgubę i ratunek,
na grzywnę i nagrodę, na co było i będzie.

W połowie ciała strzykwy roztwiera się przepaść
o dwóch natychmiast obcych sobie brzegach.

Na jednym brzegu śmierć, na drugim życie.
Tu rozpacz, tam otucha.

Jeśli istnieje waga, szale się nie chwieją.
Jeśli jest sprawiedliwość, oto ona:

Umrzeć ile konieczne, nie przebrawszy miary.
Odrosnąć ile trzeba z ocalonej reszty.

Potrafimy się dzielić, och prawda, my także.
Ale tylko na ciało i urwany szept.
Na ciało i poezję.

Po jednej stronie gardło, śmiech po drugiej
lekki, szybko milknący.

Tu ciężkie serce, tam non omnis moriar.
trzy tylko słówka jak trzy piórka wzlotu.

Przepaść nas nie przecina.
Przepaść nas otacza.

Czytaj dalej

Reklamy

„Cała ze srebra”

Halinie Poświatowskiej – Tadeusz Śliwiak
Deszczami piszesz
długie listy do mnie,
listy i wiersze
– One już teraz zupełnie inne
Kiedy je czytam naszym wspólnym przyjaciołom
oni milczą i patrzą nieruchomo w ziemię
Znalazłem w lesie pulsujące źródło
sufluję mu dla ciebie moje odpowiedzi
Czy otrzymujesz moje telegramy?
Pewnie jesteś już cała ze srebra
i z księżycowej poświaty…
A u nas wiosna w tym roku
była chłodna i dżdżysta
Wu zabił się,
Zet wyjechał do Australii
Zresztą o wszystkim opowiem ci dokładnie
kiedy się już…

* * *

Halinie  Poświatowskiej  –   Janusz Jaworowski
Siedzisz wpatrzona w ciemność
dokoła cisza
tylko serca pęknięty dzwon
z trudem odmierza życia wielobarwny czas
tylko świadomość bliskiej śmierci
wisi nad tobą jak głodny jastrząb

nie umiejąc spłoszyć tego ptaka
odchodzę niezauważony
z bezsilnie zaciśniętymi zębami

Czytaj dalej

„Z okien szpitala”

stąd widać krajobrazy
wycięte nożem
w studni serca skrzepłej wody
chłód
sufit niedosięgły
szkło

ręce – dziesięć bezwładnych palców
opuszczone absolutnie
niepotrzebne nikomu
ślepe

gołębie sfruwają z obłoków
w chwytne dzioby
biorą palce
odlatują z nimi białymi
świecącymi martwo do nieba

* * *

czy świat umrze trochę
kiedy ja umrę

patrzę patrzę
ubrany w lisi kołnierz
idzie świat

nigdy nie myślałam
że jestem włosem w jego futrze

zawsze byłam tu
on – tam

a jednak
miło jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę

Czytaj dalej

„Koniugacja”

ja minę
ty miniesz
on minie
mijamy
mijajmy
woda liście umyła olszynie

nad wodą
olszyna
czerwona
zmarzła moknie
mijam
mijasz
mija
a zawsze tak samotnie

minąłeś
minęłam
już nas nie ma
a ten szum wyżej
to wiatr
on tak będzie jeszcze wieczność wiał
nad nami
nad wodą
nad ziemią

* * *

pożegnanie – rozpięte skrzydło ptaka
cień
zachodni obłok wałęsa się po niebie
sowy płoną

sosny czupiradła
w ciemnej ziemi tkwią
kładą sobie we włosy
nawzajem zielone grzebienie

a twoje włosy – sen
a twoje usta – śmierć
oczy – rozpięte skrzydło mewy
czerń

Czytaj dalej

* * *

w wiecznych odlotach
na wspiętych skrzydłach
jesteśmy bardziej bliscy
sobie i ziemi

ty jesteś moją ręką
ja jestem twoimi włosami
a ten cień za nami
nie jest ni tym ni tamtym

cień – złączone usta
ogarniający wszystko –
obejmujący sobą
i miłość i śmierć.

* * *

frunął okręt
na horyzoncie pozostały
twoje dłonie uniesione białe

bądź zdrowy
bądź zdrowy

jeśli kiedy powrócę lecąc za okrętem
to tylko jak ptak
żeby na skale usiąść
zamyślić się

nie do ciebie powrócę

do skały
będą świeciły
moje białe kości
odpływającym okrętom

Czytaj dalej

* * *

jeszcze jedno wspomnienie
przed chwilą napisałam słowo
jestem starsza o słowo
o dwa
o trzy
o wiersz

starsza – co to znaczy starsza

w abstrakcji którą nazwano historia
wyznaczono mi wąski przedział
stąd – dotąd
rosnę

w abstrakcji którą nazwano ekonomia
nakazano mi żyć

w abstrakcji którą nazwano czas –
błądzę
gubię się
i błądzę

w Metropolitan Museum
w dziale egipskiej rzeźby
kamień uśmiecha się kobiecymi ustami

* * *

oswajanie słów
jest trudniejsze
niż oswajanie tygrysów
one własną zwinnością zdumione
przeciągają wśród traw
wpełzają kocio na drzewa
poruszają wargami
z bliska
zapach mięsa i pierza
ostry zapach krwi
trzeba pokochać je wszystkie
aby popis
wypadł pomyślnie

Czytaj dalej

„Madrygał”

Broadway
grzechotko mojej pamięci
pręgowany futrem kotów
po pochyłości śmietników
schodzą dostojnie
perspektywy ulic
zanurzone w czerwień

w chłodnym zaułku
wiatr – el viento
w hiszpańskiej strunie mieszka
pomiędzy kamieniem i kamieniem
do kamienia
przywarło
pulsującą sierścią

II

przeciągał się
uśmiechał
pomrukiem ciepłym
gwiazdy łowił
przystanęła woda
żeby się otrzeć o stopy
nieznanemu sobie brzegowi

gałęzie
czereśniowego drzewa
przyciągała ręką
i jadła
ptaki śpiewające
wśród owoców
wabiła
i z czereśniami
do ust kładła
jej usta łakome
sokiem wilgotne
śpiewu i pierza pełne

Czytaj dalej