ODSZCZEPIENIEC /fragment/

(Noc. Przed namiotem. Pustynia Perska.)

AS_21Podaj mi kubek wina, Prokopiusie.
Rana jest teraz mniej bolesna. Nigdym
Nie widział nieba tak rozgwieżdżonego.
Gwiazdy domowe z Galii i znad Rzymu
Jakże dziś wrogo świecą nad pustynią.
Zostańcie przy mnie.
Chciałbym jeszcze chłodem
Nocy odetchnąć. Zawsze się lękałem
Bezbrzeżnych piasków pustynnych, lecz teraz
Odszedł strach nierozumny. Miejsca nie ma
Na lęki, które wyobraźnia rodzi,
Gdy wypełniła mnie już do dna serca
Pewność nieubłaganej rychłej śmierci…

…Wybrałem los żołnierza. Wasz los. Bowiem
Męska to sprawa walczyć z nieprawością.
Bronić honoru. Zbrodnia nie nazwana
Jest jak trucizna utajona w winie.
Któż to ma czelność zwać mnie odszczepieńcem?
Kto tu jest zdrajcą, kto pozostał wierny?
Gdzież jest to wszystko, w co chętnie wierzyłem?

Czytaj dalej

SHAKESPEARE. HAMLET. Akt III. Scena I.

Być albo nie być. Oto jest pytanie,
Bo czy jest godniej znosić bez sprzeciwu
Ciosy i strzały zdradliwej fortuny,
Czy opór dając nawale udręczeń
Paść z bronią w ręku. Umrzeć. Spać. To wszystko.
Snem uspokoić zarówno ból serca,
Jak i cierpienia ciału przyrodzone.
Czyżby to nie był koniec najszczęśliwszy?
Umrzeć i spać. Spać? A może śnić o czymś?
Nie wiemy bowiem, jakie nas widziadła
Nawiedzać mogą, kiedy śmierć z nas zrzuci
Więzy cielesne. To nas powstrzymuje.

Poeta z Marią Dąbrowską  foto: L.Fogiel

Poeta z Marią Dąbrowską
foto: L.Fogiel

Są przecież inne, zwyczajniejsze trwogi.
Zginąć? A może tylko przegrać bitwę?
I brzemię klęski dźwigać do starości,
Wspominać ciosy nadane nie tylko
Ciału, ale i duszy. Próżno jątrzyć
Nie zagojone rany wspomnień. Zawsze,
Wszędzie samotny, bo taki już bywa
Los zwyciężonych. Czyż się nie lękamy
Być pośmiewiskiem zuchwałych dworaków,
Niepożądanym gościem i natrętem,
Przed którym dawni towarzysze stronią?
A więc czy wybrać służalczą obłudę,
Drobne codzienne kłamstwa i wykręty,
Zgodę na krzywdy i liche tchórzostwo,
Które z nas w końcu sprzymierzeńca czyni
Każdej podłości obdarzonej siłą –
Czy podjąć walkę, w której stracić można
Spokój, dobytek, przyjaciół, ojczyznę.
A przecież nawet ta namiastka marna,
Którą zaledwie warto nazwać życiem,
Skarbem się zdaje wobec pustki śmierci
I naszą ziemską niedolę przedłuża.

Czytaj dalej

EXEGI MONUMENTUM /fragment/

Autoportret

Autoportret

….Zostanie po mnie para butów,
Które wykonał mistrz nie lada,
Niejaki Codner Coombs and Dobbie,
Dwadzieścia jeden Jermyn Street,
I długo jeszcze mój zegarek
Wydzwaniać będzie swe tik-tak,
Bo trwalszy jest szwajcarski werk
Niż mego serca wątły wrak,
Dogasający już ogarek.

Szlafrok kupiony w Tel-Avivie,
Koszule z Tokio, garnitury,
Mój pled z kaszmiru żegnam tkliwie
I zapisuję wszystko w darze
Młodym warszawskim lowelasom.
Niech mnie odnajdą na bazarze
Braci Różyckich. Gdy sen głuchy
I wieczna mnie ogarnie mgła,
Niech po Warszawie moje ciuchy
Połażą jeszcze rok czy dwa.

ROZMOWA  Z  CISZĄ

Po dniach utrapień, zgiełku, wrzawy,
Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
Gdy głowa sennie się pochyla
I w ciszy płynie czas łaskawy,

Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
Bezwolne nad stronicą czystą,
Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.

Bo nie w zwycięstwach pyrrusowych,
Triumfach, klęskach i zmaganiu
Odnajdziesz prawdy głos surowy,
Ale w tej ciszy i w słuchaniu.

Jak ktoś, co wstrzymał się przed progiem,
Nim zrobił pierwszy krok w nieznane,
Zapomnij rany otrzymane,
Pojednaj się z wczorajszym wrogiem,

Rzuć pychę, która w bezsenności
Groźnym rozrasta się koszmarem,
A spokój smutki twe uprości,
Właściwą im przywróci miarę.

Czytaj dalej

LASKI /1975 r/

AS_18_Janina i Antoni Słonimscy w 1964 r.

Poeta z żoną Nieborów w 1964 r.

Nie zostałaś w szpitalnej pościeli
Umęczona, uśpiona chorobą,
Nie odeszłaś bo nic nie rozdzieli
Mnie i ciebie, gdy już będę z tobą.

Aż do chwili tej wszystko się liczy
Do połowy tylko i niepełnie
I niemało mnie czeka goryczy
Zanim ciszą rozgościsz się we mnie.

A gdy znajdę się już przy twym boku,
Gdy cmentarne oplotą nas bluszcze,
Znów twe oczy zajaśnieją w mroku
Powtórzone w błękitach jak w lustrze.

I w tym świetle które się powtarza
Utrwalone w głębinach zwierciadła
Znów powstaniesz ze mną od ołtarza
Tak jak wtedy młodzieńczo pobladła.

ADRES

Nie pisz do mnie na adres Maxima
Ani Cafe Deux Magots,
Gdzie na pluszowej kanapce
Z Verlaine’ em siadywał Rimbaud.
Już ich tam nie ma.

Nie pisz do mnie na Chelsea,
Bo na wilii, gdzie mieszkał Sidney Webb,
Wisi kartka z napisem „To let”,
A w domu Wellsa
Antykwariusz ma sklep.

Nie szukaj mnie w Hollywoodzie
Ani w Columbia Broadcasting System
Czy w snobistycznym Albany,
Bo wróci list ten:
Adresat nieznany.
Inne mi dano miejsce pobytu.
Przepisz pożółkłe litery,
Z pism zeszłowiecznych zeszytu
I zaadresuj: Warszawa. Jesień.
I datę postaw: listopad czy wrzesień
List dojdzie.

Czytaj dalej

SĄD NAD DON KICHOTEM /fragment/

AS_16_foto_A_Szypowski w 1959

Poeta w 1959 r. Foto: A. Szypowski

1

Prawdą jest wiernie w księgach zapisaną,
Że Sancho Pansa jako gubernator
Osiadł na wyspie zwanej Baritaria,
Ale Don Kichot nie wrócił do Manchy
I za swym dawnym giermkiem w ślad podążył.
Powiadomiony o tym Sancho z gniewnym
Orędziem zwrócił się do swych poddanych.
Słuchajcie, co wam powie Gubernator,
Alkad i sędzia jedyny spraw waszych,
Mianowany przez księcia Don Carlosa Borię,
Który mnie, chociaż prostak jestem, stawia
Nad kupców z Murcji i nad gryzipiórków.
Nie będę łamał kołem libertynów,
Niech w ciasnym kółku, jak w krzywym zwierciadle,
Sami się dręczą własną niemożnością,
Lecz nade wszystko ogłasza się winnym
Niejakiego sztachetkę Don Kichota,
Rycerza z Manczy, co na Baritarię
Przybył bezprawnie i plotki rozpuszcza,
Że byłem jego giermkiem. Co jest kłamstwo.

Czytaj dalej

JAN LECHOŃ

AS_17_Drzeworyt Ireny Wiley_1957z

Jan Lechoń – drzeworyt Ireny Wiley

Nie dla nas „Plazy”, „Waldorf-Astorie”,
Nasza ojczyzna parafiańszczyzna,
Czerwona cegła budki dróżnika,
Bizancjum koszar mikołajewskich.
Czworaki dworskie nisko przysiadłe.
Jak gdyby chciały zmylić historię,
Która spisując cyfry przepadłe
Czerwoną kreską bilans zamyka.
Bzy i kasztany ścianą za oknem,
Kubeł blaszany, z którego chlust
Spada wieczorem błękitną smugą
Bratkom kwitnącym prosto do ust.
Księżyc i żaby. w dobrym fotelu,
Co się starzeje jak nasz rówieśnik,
Siadłbyś wieczorem.
Dałbym ci książkę starą, dziecinną,
W szarej okładce miejskiej czytelni.
Kto długo nocą wiosenną nie śpi.
Okna otwiera w dusznym hotelu,
W tej starej książce młodość odnajdzie
Jak płatek róży i znajdzie sen.
Za długo oczy, serce twe nużył
Pejzaż nieludzki, obraz nie nasz.
Są jeszcze przecież mroczne podwórza,
Gdzie się o zmierzchu z ruin wynurza
Czas rozpoznany, jak z fotografii
Wyblakła, szczupła uczniowska twarz.

Czytaj dalej

WIERSZE Z LAT 1946 – 1957

AS_15

Rys. Antoni Wasilewski

W  OBRONIE  WIERSZA

Gdy modny bełkot snobistycznej blagi
Krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem,
Doszło do tego,  że aktem odwagi
Jest wiersz napisać z rytmem, sensem, rymem.

Kogo młodzieńcza oślepiła pycha,
Prostotę gotów uznać za prostactwo,
Więc gdy rozsypie się liter robactwo,
Widząc tasiemce słów – czytelnik wzdycha.

Mój przyjacielu, nie wstydź się, nie rumień,
Bo to są słowa, które bałamucą.
Nigdy się twojej pamięci nie wrócą
Ani nie trafią do serc i do sumień.

Tacy są trudni chłopcy nasi, twardzi,
Patos i liryzm taki wstręt w nich budzi,
Tak jeden z drugim światem awangardzi,
Że wiersze pisze, jakby pluł na ludzi.

I cóż, że biedne słowa wypokraczy
I wtłoczy w szereg dziwacznych skojarzeń?
Wiersz, kiedy nie jest pokarmem dla marzeń,
Gdy nie jest skargą, buntem – nic nie znaczy.

PODZIĘKOWANIE

Pragnę wyrazić moją wdzięczność kwiatom,
Że tak piękne
I że jeszcze w charakterze dodatku
Pachną.
I to bez względu na to, kto je wącha.
A przecież nieraz miałyby prawo
Stulić płatki,
Ba, nawet zwiędnąć.
A przynajmniej dozować zapachy.
Pragnę wyrazić moją wdzięczność niebu,
Zwłaszcza gdy czyste
I gdy każe słońcu
Podkreślać cieniem to, co jest ważne w krajobrazach.
A przecież mogłoby się uprzeć przy szarości
I gromadzić chmury
Na nowych dni czterdzieści,
Bo wiele jest ku temu powodów.

Czytaj dalej