ANIŃSKIE NOCE /1937 r./

Korale twoje przestań nizać,
wiatrowi bardziej jestem rad,
bo jak muzyka Albeniza
przewraca nas na łóżko wiatr.

KIG_19_Natalia z Kirą w Aninie_1937 r

Natalia z Kirą w Aninie – 1937 r.

Księżyc diamentem szyby tnie,
na zachód lecą ptaki,
pająk nad łóżkiem zwiesza się —
szkoda, że nie baldachim.

Upiorny nonsens polskich dni
kończy się nam o zmroku.
Teraz jak wielki saksofon brzmi
noc taka srebrna naokół.

I wielkim, bezkresnym wachlarzem
wachluje nas chłopiec nieduży,
szmaragdy w uszach ma,
on jest Murzyn,
a my nazywamy go Nocą.

A  LA  RUSSE  /1937 r./

Ej, pod Wawrem, ej, na szosie lubelskiej
rozhulał się, rozbisurmanił się wiatr wrześniowy!
Zaczarowane ćmy przypadły do latarni naftowej,
świszczą sosny, tańczą sosny farandole diabelskie.

W niebie rozpacz. Ale jaka! Zielone chmury się piętrzą;
strach, strach jest w każdej rzeczy;
a ten kurz, moja mila, to nic, że nam usta kaleczy –
on ma w sobie gorycz najświętszą.

Śpiewa wiatr. Co za ból! Lecz świstem jakich to sosen
wyświstać nam ból stokroć większy, że urwie się kiedyś piosenka!
Choć wiem, że tu po śmierci wrócimy. I przez tę lubelską szosę
znów cię poniosę na rękach.

IMPRESARIO  I  POETA  /1937 r./

Darmo wołać woźnicy „stój!” –
zawsześmy razem, bracie mój –
ty jesteś cyfra, ja – zgryzota.

Jedziemy tak już wiele lat.
Teraz jest zima, biały świat,
wiatr nam śniegowe brody mota.

KIG_19a

Rys. Edward Głowacki

Jakkolwiek zwiesz się: stary druh,
redaktor, prezes – jest nas dwóch
i zawsze dwóch, i zawsze razem;

toczy się nasz zabawny wóz
przez – skwar i kurz, przez wiatr i mróz,
a w wozie kanciarz i błazen.

Ty wciąż rachujesz, ja wciąż śpię;
ciągniesz za rękaw, budzisz mnie,
żebym pofruwał, żebym tworzył.

A kiedy stworzę, krzywy pysk
mi pokazujesz, żeby zysk
mieć większy z moich dziwactw bożych.

I tak jedziemy. Miga wiek
jak mała lampka, mórz i rzek
nie zliczyć w drodze utrapionej.

I zawsze dwóch, i żaden sam;
ja w gwiazdach wszystkie światła znam,
ty w miastach wszystkie telefony.

Moje porywy śmieszą cię,
moje upadki cieszą cię,
i gorszą furie o jesieni.

Jak szpicel trzymasz przy mnie straż.
Jedziemy. Jedziemy. Twarzą w twarz.
Dalecy. I przyczajeni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s