LILITH

… to pierwszy drukowany wiersz, który ukazał się w kijowskim miesięczniku „Pióro” w roku 1915.

02_JI_Gimnazjalista w 1912 r.

Maturzysta w 1912 r.

Cichy o marmur sandału
Kadzidła welon i ambry woń.
Drży w siny płomień świecznika dłoń
Idzie Lilith… idzie Lilith…

O serce moje zgłodniałe, cyt!
To płatków kwietnych opada rój,
To kadzidlany ściele się zwój,
Idzie Lilith… idzie Lilith…

To wschodni śni się duszy mej myt
To płacze tęskny i zwiędły kwiat.
O czarny marmur sandału zgrzyt

Kroki tajemnic i szepty zdrad.
Rodzi się wonny i słodki byt,
Idzie Lilith… idzie Lilith…

PROLOG

Czasem spokojny smęt przez chwilę mi zamąca
Jesienny, złoty grot zachodzącego słońca.

I dusza ma czująca odwiecznych wspomnień echa
Do tych świetlanych plam łagodnie się uśmiecha.

Z promieni dobrych tych samotnej mojej psychy
Rodzi się pereł rząd – nizane oktostychy.

I gdy przychodzi znów dni bezsłonecznych bladość,
To w naszyjniku tym jest cała moja radość.

OGRODNICZKI

Panieneczki, mieszczaneczki podlewają ogródeczki,
Posypują żółtym piaskiem drobne, kręte, wąskie steczki,

Paniczyki (och, okrzyki!), cynie, fuksje i gwoździki,
Rezedowe wonne grządki, pieski, kotki i króliki.

Zakasawszy swe spódniczki, z falbankami perliczkami,
Panieneczki – mieszczaneczki, panieneczki – ogrodniczki.

Za sztachetą ktoś karetą przybył. Czarne stoją konie,
Stoi rycerz czarny, w masce, w czarnym płaszczu, z kosą w dłoni.

CONRAD

Czasami, gdy w portowym jakim barze siedzę,
Przez wszystkie przypomnienia i przygód mych widzę,

03_JI_Bolesław Iwaszkiewicz_ojciec pisarza

Bolesław Iwaszkiewicz

Przez barwy kobiet – przez nie jako przez sztachety
Majaczy morza kolor, zapach i sekrety –

Przez wszystkie w słońcu znane wyspy i zatoki,
Wszystkie łąki Albionu, mgły, maszty, obłoki,

Wspominam dnie – gdy ojciec gryzł z żalu paznokcie
Do Żytomierza tęskniąc w śnieżystej Wołogdzie.

DO  MATKI

Pociągi idą w stronę siwą, stronę zieloną, mglistą,
Walce grywają zza drzwi, zza ściany daleko, bardzo daleko i blisko.

Do bramy ktoś stuka uparcie i pijano: bramo, otwórz się, bramo.
Milczenie wielkie. I odpowiada brama: tak samo, to samo.

Kiedyż się wreszcie w wieczór ten w mieście fale rozleją jak piany?
I oceany uderzą w bramy fiołkowej barwy rozlane?

Otwarta brama jęknie zakuta; brama, otwieram się, brama!
Kiedyż się wszystko owinie w miękką tkaninę? Mamo, mamo!…

OKTOSTYCHY zostały wydane w 1919 r.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s