SHAKESPEARE. HAMLET. Akt III. Scena I.

Być albo nie być. Oto jest pytanie,
Bo czy jest godniej znosić bez sprzeciwu
Ciosy i strzały zdradliwej fortuny,
Czy opór dając nawale udręczeń
Paść z bronią w ręku. Umrzeć. Spać. To wszystko.
Snem uspokoić zarówno ból serca,
Jak i cierpienia ciału przyrodzone.
Czyżby to nie był koniec najszczęśliwszy?
Umrzeć i spać. Spać? A może śnić o czymś?
Nie wiemy bowiem, jakie nas widziadła
Nawiedzać mogą, kiedy śmierć z nas zrzuci
Więzy cielesne. To nas powstrzymuje.

Poeta z Marią Dąbrowską  foto: L.Fogiel

Poeta z Marią Dąbrowską
foto: L.Fogiel

Są przecież inne, zwyczajniejsze trwogi.
Zginąć? A może tylko przegrać bitwę?
I brzemię klęski dźwigać do starości,
Wspominać ciosy nadane nie tylko
Ciału, ale i duszy. Próżno jątrzyć
Nie zagojone rany wspomnień. Zawsze,
Wszędzie samotny, bo taki już bywa
Los zwyciężonych. Czyż się nie lękamy
Być pośmiewiskiem zuchwałych dworaków,
Niepożądanym gościem i natrętem,
Przed którym dawni towarzysze stronią?
A więc czy wybrać służalczą obłudę,
Drobne codzienne kłamstwa i wykręty,
Zgodę na krzywdy i liche tchórzostwo,
Które z nas w końcu sprzymierzeńca czyni
Każdej podłości obdarzonej siłą –
Czy podjąć walkę, w której stracić można
Spokój, dobytek, przyjaciół, ojczyznę.
A przecież nawet ta namiastka marna,
Którą zaledwie warto nazwać życiem,
Skarbem się zdaje wobec pustki śmierci
I naszą ziemską niedolę przedłuża.

A.Słonimski, A.Ważyk, J.Cocteau

A.Słonimski, A.Ważyk, J.Cocteau

Bo któż by znosić chciał zniewagi dumnych,
Zbrodnie tyranów i krzywdy ciemiężców,
Łamanie prawa, bezczelność urzędów,
Zlekceważonej miłości udręki,
Upokorzenia, które są udziałem
Zasług poczciwych, gdyby się uwolnić
Mógł od tej hańby kawałkiem żelaza,
Bo któż by w pocie czoła chciał mozolnie
Dźwigać obrzydły ciężar swego życia,
Gdyby obawa czegoś poza grobem,
Lądów nieznanych, z granic których dotąd
Żaden podróżny nie zdołał powrócić,
Nie osłabiała naszej woli czynu
I nie radziła znane już cierpienia
Znosić, miast szukać ucieczką nieznanych.
Tak więc rozwaga czyni nas tchórzami,
Zdrowe rumieńce naszych postanowień
Myśl chorobliwą powleka bladością,
Zamiary pełne mocy i znaczenia,
Wykolejone, osłabione w biegu,
Tracą znamiona czynu…

Więc rozwagi
Wszelkiej zaniechać, jak żeglarz szalony
Roztrzaskać okręt o skały przeciwieństw?
A może znając tajemnicę zbrodni,
Niecne sposoby kłamstwa i oszczerstwa,
Uśmiechem wzgardy od nich się oddzielić?
Lecz uśmiech taki łatwo twarz wykrzywia
Grymasem wstrętu. Więc odejść w samotność,
Wybrać banicję do kraju ułudy
I w książkach szukać, czego zbrakło w życiu?
Nic. To za mało, to nie zaspokoi
Takich jak my, już przeżartych chorobą
Pieniactwa, pasją dochodzenia racji.
Więc być czy nie być? Być. Trzeba być wszędzie,
Gdzie pokrzywdzony zmaga się z bezprawiem,
Gdzie możny głodem niszczy swych poddanych.
Gdzie walczą – walczyć po stronie honoru,
Nie wyrzekając się czujnej rozwagi
Ani porywów gorącego serca,
Bo chyba tylko to nam da w nagrodę
Śmierć bez rozpaczy, sen bez niepokojów

Reklamy

2 thoughts on “SHAKESPEARE. HAMLET. Akt III. Scena I.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s