LASKI /1975 r/

AS_18_Janina i Antoni Słonimscy w 1964 r.

Poeta z żoną Nieborów w 1964 r.

Nie zostałaś w szpitalnej pościeli
Umęczona, uśpiona chorobą,
Nie odeszłaś bo nic nie rozdzieli
Mnie i ciebie, gdy już będę z tobą.

Aż do chwili tej wszystko się liczy
Do połowy tylko i niepełnie
I niemało mnie czeka goryczy
Zanim ciszą rozgościsz się we mnie.

A gdy znajdę się już przy twym boku,
Gdy cmentarne oplotą nas bluszcze,
Znów twe oczy zajaśnieją w mroku
Powtórzone w błękitach jak w lustrze.

I w tym świetle które się powtarza
Utrwalone w głębinach zwierciadła
Znów powstaniesz ze mną od ołtarza
Tak jak wtedy młodzieńczo pobladła.

ADRES

Nie pisz do mnie na adres Maxima
Ani Cafe Deux Magots,
Gdzie na pluszowej kanapce
Z Verlaine’ em siadywał Rimbaud.
Już ich tam nie ma.

Nie pisz do mnie na Chelsea,
Bo na wilii, gdzie mieszkał Sidney Webb,
Wisi kartka z napisem „To let”,
A w domu Wellsa
Antykwariusz ma sklep.

Nie szukaj mnie w Hollywoodzie
Ani w Columbia Broadcasting System
Czy w snobistycznym Albany,
Bo wróci list ten:
Adresat nieznany.
Inne mi dano miejsce pobytu.
Przepisz pożółkłe litery,
Z pism zeszłowiecznych zeszytu
I zaadresuj: Warszawa. Jesień.
I datę postaw: listopad czy wrzesień
List dojdzie.

NOKTURN

I
Ach, te przeklęte godziny bezsenne,
Gdy błahe troski nagle olbrzymieją
I byle głupstwo ośmielone nocą
Grozi, oskarża, wzdęte jak ropucha.
Zbrodnią się staje nieopatrzne słowo,
Niemądra wzmianka w gazecie wyrokiem
Osamotnienia, dekretem wygnania.
W gorączce sporów nie wiadomo o co
Wymyślam nowe chytre argumenty,
Riposty celne – w dyskusjach przegranych.
Ach, te przeklęte godziny, gdy nocą
Liche dramaty, troski nieprawdziwe
Łączą się z prawdą dawną i bolesną.
Rozpaczam po sztukach nie napisanych,
Obrazach; które mógłbym namalować,
Ustach całowanych dawno.
Aż wreszcie przychodzi z pomocą
Malutki proszek
Mepavlon.
Ogarnia mnie ciepłą falą snu.
Odnalezionym czasem
Prousta.
I, jak po kłótni gorzkiej,
W nagłym pojednaniu
Odnajduję Twoje dziecinnym grymasem
Nabrzmiałe, gorące, od łez słone usta.
Śpij, kochanie.

II
Nie być. To właśnie znaczy bronić sensu życia,
Ocalić od powolnej niechybnej zagłady
Byt nasz. To znaczy w dobrym przerwać czasie
To widowisko, nim się aktor i widz znuży.
Być – znaczy podjąć z góry już przegraną
Walkę, którą bez szansy, na przekór rozwadze
Wypowiadamy czasu niezwalczonej armii.
Być – znaczy czekać, aż nam sił zabraknie
I słabość wyda nas na żer przypadku.,
Być – znaczy co dzień obserwować z trwogą,
Jak wróg zwycięski wkracza w nasze ziemie,
Przegrywać bitwy, ustępować pola,
Łudzić się, karmić fałszem, ukrywać wstydliwie
Szkielet i czaszkę własną, gdy coraz bezczelniej
Rysuje się pod marnym, nie naszym już ciałem.
Więc jeśli cenisz życie… Reszta jest milczeniem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s