WIERSZE LONDYŃSKIE

STĄD  BLIŻEJ

Jak krzew burzą spod morskiej wyrwany głębiny
Uschłoby serce moje na Florydy piasku.
Wolę mój Londyn ciemny od Ameryk blasku.
Mrok jest oczom przyjazny, a sercu – ruiny.

AS_14

prof. J. Konarski, A.Słonimski, lord E.D. Adrian Londyn – 1948 r.

Tutaj zegar te same wydzwania godziny
I kiedy noc jest w Polsce, i tu nie ma brzasku.
Deszcz jesienny za oknem szumi po warszawsku,
I dlatego zrozumiesz te proste przyczyny:

Gdy na niebie wieczornym tu gwiazda zaświeci.
Wiem, że się w nią wpatrują naszych bliskich oczy.
Ta sama mgła krajobraz otula i mroczy –
Gwiazda i mgła srebrzysta minionych stuleci –
Tu mewa znad Bałtyku czasem w locie zboczy.
Stąd bliżej. Stąd – jak mewa – westchnienie doleci.

LIRYKA

Wiem, piechotą będę szedł ze stacji,
Choćby ciemnym to było wieczorem.
Zbłądzić trudno, kolejowym torem
I na lewo od dwu drzew akacji.

Kwiat tytoniu w ciemności pachnący,
Miodny zapach końskiego nawozu
I daleko gdzieś gwizd parowozu
Długi, smętny, tkliwie cichnący.

Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: „Kto tu?”
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.

„Kto to?” – spytasz. Powiem: „Ja – Antoni,
Tutaj jestem.” Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.

„Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?”

„Po coś wrócił? Tu źle.”  „Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia.”

NA  RZECE

AS_14a_Z żoną w Londynie w 1950 r.

Poeta z żoną w 1950 r.

W letni mglisty poranek o wschodzie
W młode ręce wzięliśmy wiosła.
Czy pamiętasz, jak cicho te łodzie,
Jak łagodnie rzeka je niosła?

Dziś wspominam z obrazem tej rzeki
Mgły wznoszące się , czerwień wschodu
I horyzont upojnie daleki,
I drażniący, rześki wiew chłodu.

I wspominam do dzisiaj w zachwycie
Brzeg młodości we mgle ginący,
Gdy nas porwał i poniósł przez życie
Prąd burzliwy, wartko płynący.

I dziś niosą nas te prądy rwące,
Rwące serce zmęczone w biegu,
Gdy na skronie nasze siwiejące
Opada mrok drugiego brzegu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s