PIÓRA /fragment/

AS_02_Eugenia Słonimska_matka poety

Eugenia Słonimska matka poety

Nie urodziłem się w bielonym dworze,
W cieniu starych kasztanów i strzelistych topól,
Ani w ciesielskiej izbie, w cienistej komorze,
Gdzie dźwięczy piła i uderza topór.

Przyszedłem na świat w sercu kupieckiej dzielnicy,
W dwupiętrowym, handlowym domu, pełnym gwaru,
Fabryka sztucznych kwiatów była od ulicy,
Farbowanych piór sztucznych, jakże pełnych czaru!

Więc czy w pachnącej, białej będę mieszkał wili,
Nad girlandą róż wonnych przystrojonych morzem,
Czy też, smutny wędrowiec, w mglistym Piccadilly
Rozcinający książkę palcem  zamiast nożem –

Gdziekolwiek pójdę, w jaką stronę mglistą –
Czy pod słodkim błękitem, czy pochmurnym niebem,
Wszędzie odnajdę mą ziemię ojczystą,
Każdy chleb będzie mym rodzinnym chlebem…

DZIECIŃSTWO

Gdy za myślą wzruszoną westchnienie ulata,
Gdy sen klei zmęczone czytaniem powieki,
Nad książką pożyczoną z miejskiej biblioteki,
Ach, któż marzeń nie roił w swe młodzieńcze lata?

Noc, w domu cisza. Zegar gdzieś sennie kołata …
Z książek pełnej mansardy, za lasy i rzeki,
Podkowami dzwoniący w wędrówce dalekiej,
Jedzie bohater, losy zmieniający świata.

Oto z mieczem naciera wzniesionym ku górze…
W kurzawie w skok pędzący, rozogniony w walce,
Bez zbroi, sam, w chlamidy rozwianej purpurze.

Serce w piersi zamiera, w oczach błyskawice…
Przez chude, atramentem powalane palce
Łzy spływają na książki pożółkłe stronice.

POWRÓT  DO  DOMU

AS_02a_dr Stanislaw Słonimski_ojciec poety

dr Stanisław Słonimski ojciec poety

Mężczyźni w mej rodzinie są marzycielami.
Lubią obmyślać w łóżku, co by było gdyby,
Lubią się w gwiezdne niebo patrzeć godzinami,
Laską pisać na piasku i chuchać na szyby.

Z długiej, dziwnej podróży powracam do domu.
Pochłonęła mnie nieba przestrzeń niewymierna
I przeżyłem tej nocy wśród mgławic ogromu
Powieść fantastyczniejszą od powieści Verne’a.

To nie był sen, mój ojcze. Nie krzyczałem we śnie.
A przecież słyszysz: prawie ochrypłem z mówienia.
Jakże ci to opowiem? Zbudzony za wcześnie,
zapamiętam tylko słowa bez znaczenia.

Wracam, aby odwiedzić, ojcze, dom nasz dawny.
Nie jestem chorym dzieckiem. Patrz: na sercu blizna.
Księżycowym lśni srebrem na skroniach siwizna.
Cieniem wraca do domu twój syn marnotrawny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s