SEN MARA

KW_13Sen mara, nie odżegnasz się,
Sen życie – śmierć, nie uciekniesz,
Sen love – hate, zrośnięte przepaści,
Jedno serce podzielone na sto,
Jedna myśl oszalała w pszczelnym roju,
Jeden rozum pomieszany na morzu sprzeczności.

Logos i chaos, nie pogodzisz ich,
Sen – widmo zabitych i spokój bezpiecznych,
Sen walczących śród klęski i krzywd bezbronnych,
Jedno serce pęknięte, wszystkie serca bezradne,
Jedna myśl oszalała, wszystkie myśli w popłochu,
Jeden rozum i morze, obszar bez dna.

A jednak suchą stopą przechodził po wodzie
Bóg wiara, czynił cuda i konał za innych,
Sen piekło potępionych i niebo niewinnych,
Sen zbawienie, sen kara,
Jeden na sto,
Morze bez dna,
Morze dno,
Sen mara.

DIALOG  PRZY  FAJCE

Abażur z ludzkiej skóry,
Popielniczka z ludzkiej czaszki,
Czemu nie?

Wszystko się może wydarzyć
I myśmy powinni o tym
Jak dojrzali panowie spokojnie
Wieczorem przy fajce
Pogwarzyć.

– Ile milionów Żydów?
Ile milionów Polaków?
Kto to wie.

Nikt ich nie zliczy
I nie bardzo o czym tu gwarzyć,
Więc jak dorośli, spokojni panowie
Raz na zawsze powinniśmy wiedzieć,
Że to wszystko może się znowu
Kiedyś wydarzyć.

CZARNE  BŁOTO

Ojciec prowadził mnie do sadu
I pokazywał rzędy morw,
Obchodził mizerny swój zakątek
I pytał mnie za każdym razem
Jak zrobić w stronach tych majątek,
Może hodować jedwabniki
A może zacząć kopać
Na mokrych gruntach torf.

Matka pisała, przyjedź o piątej,
Jest taki pociąg, nic nie szkodzi
Że to tak wcześnie, już się krzątam,
Ojciec po rosie boso chodzi,
W sadzie ścinają teraz trawę,
Cały dzień razem pobędziemy,
Napisz nam kiedy. Zaczekamy.

Wysiadłem w Toruniu. Stacja pusta
I nie wiem gdzie to Czarne Błoto,
Jak tam się dostać. Coraz bardziej
Dzień się rozjaśniał,
Tyle światła,
Co tu robić,
Puściłem się piechotą.

Piaszczysta droga. Dość daleko,
Niska sośnina, las pachnący,
Postukiwały w nim dzięcioły,
Na szkiełkach rosy mokre słońce,
Jaki to marsz był ozdrowieńczy,
Młodzieńczy i wesoły.

Byliśmy razem cały dzień
Od rannej kawy pod drzewami
Aż do wieczora gdy równiny
Pokrywał kolor nikotyny,
Znad Wisły nadciągała mgła.

Torf, jedwabniki i kłopoty,
Wszystko się jeszcze jakoś zmieni,
Przyjedź niedługo a zobaczysz
Jaki w tych stronach piękny
Początek jesieni.

Już nie pojadę.
Wszystko zmieniło się aż nadto,
Odeszło najdalej jak można
Piaszczystą, leśną drogą
Między sosnami,
Poza ten dzień,
Poza światło,
Poza ich dom
Gdzie nie ma nikogo,
Poszło tą drogą złowrogą
Aż do granicy
Przerażających snów.

Wiersze – z tomiku  SEN MARA  /1969 r./

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s