DROGA DO DOMU

KW_10Na Bagateli – różowe kasztany.
Na wyspie obok ścian teatru – modrzew,
Łazienki w wiośnie niewypowiedzianej,
Buki i lipy i stary białodrzew,
Wszystko, com widział codziennie po drodze,
Gdy szedłem z miasta do domu powoli,
Wszystko to widzę, tamtędy znów chodzę,
Cieszy mię wszystko, przeraża i boli,
I w tym śnie błędnym witania -żegnania
Zamykam oczy i wybieram drogę,
Niby na jawie, pod okna mieszkania…
Jeszcze tam mieszkam, wyjść stamtąd nie mogę.

KTOKOLWIEK  JESTEŚ  BEZ  OJCZYZNY

Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny
Wstąp tu, gdzie czekam po kryjomu:
W ugornej pustce jałowizny
Będziemy razem nie mieć domu.

Kto się zapatrzył w tamte strony,
Gdzie dotąd niebo nocą ciemną
Od łuny drży nieugaszonej,
Niech w noc tę głębiej idzie ze mną.

Komu się śnią włóczone kości
Przez psy na polach, gdzie rozpaczą
Brzozy odarte jeszcze płaczą,
Niech mi to wyzna w samotności.

Bo z mgieł jesiennych, przez ścierniska,
W badylach, perzu, kłębem pnączy
Szept jakiś z trudem się przeciska
I w samo serce, w krew się sączy.

Bo nie ma ziemi wybieranej,
Jest tylko ziemia przeznaczona,
Ze wszystkich bogactw – cztery ściany,
Z całego świata – tamta strona.

Wiersze – z tomiku RÓŻA WIATRÓW /1942 r./

1-GO  WRZEŚNIA  1944

Jeśli padnie Warszawa, to nie miasto padnie,
I nie polska stolica w podziemiach swych skona,
Lecz wolność wszystkich ludzi, zdeptana gdzieś na dnie,
I prawda wszystkich czasów, przez wszystkich zdradzona.

Więc zbudźcie się, nim kruki i wrony zakraczą,
Zbudź się, świecie przed zgubą, co światy wyniszcza!
To nie jest głos Warszawy. To w boju rozpaczą
Pierwszy twój żołnierz woła, najstarsze twe zgliszcza.

                TEGO  MI  TRZEBA

        Za jednym szeptem i jednym tchnieniem
Sosen czerwonych, za pochyleniem
Brzóz nad piaszczystą drogą do domu,
Który w ogrodzie dusznym od mięty
Sznurem jaskółek spal owinięty,
Tęskno mi. Jak to powiedzieć komu?

KW_10a_w 1939

W dawne, pradawne zaglądam kąty.
Grottger na stole. Strych. Ciepłe gonty,
Z których paruje po deszczu woda.
Na dachu srebrna strzała się kręci
I z wiatrem leci, wiatrem pamięci,
Aż się w powietrzu rozwieje. Szkoda.

Rzeka płynęła, jeszcze tam płynie
Brzegiem wiązanym w gęsiej wiklinie.
Lubiłem w góry chodzić sam jeden.
Pamiętam Skole, Trościan, Ławoczne,
Buki miedziane, sny podobłoczne.
Ten świat był w Stryju. Zielona siedem.

Z dworca wołały gwizdem pociągi.
Jeszcze bym słuchał dziś ich,  jak ongi.
Zapach wanilii wróżył Wielkanoc.
Dawne ulice przebiegam. Po co –
Pytam się luster, widzę: przed nocą
Matka ze świecą idzie. Dobranoc.

Prastarych czasów szukam niewcześnie,
Brzóz, sosen, domu. Zostały we śnie
I stamtąd wiatrem, wspomnieniem nieba,
I lasów ciemnych; puszczy w Karpatach,
Przychodzą do mnie szumieć po latach.
Szumieć o kraju. Tego mi trzeba.

Wiersze – z tomiku KRZYŻE I MIECZE /1946 r./

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s