STROFY O JANIE LECHONIU

… zebrał i wstępem opatrzył Stanisław Kaszyński.

NIE  DOJECHAŁ  –  Kazimierz Wierzyński

On nie dojechał,
Spieszył się windą,
Wysoko, na któreś piętro w hotelu,
Uciekał przed zagładą:
Pędem, po czerwonym dywanie do okna,
I głową w dół.

JL_20_Wydanie I_1985_nakład 10 tysięcyOstatnia sekunda cierpienia
Gdy jeszcze ręce się trzęsą,
I potem duża, ciężka obcość
I okrwawione ludzkie mięso.

Zaczepił się w drodze o balkon,
Twarz się spłaszczyła pęknięta,
Zbiegli się, patrzeć nie mogli, pytali:
Skąd? Z którego piętra?

I został w Brooklynie, w ścisku umarłych,
Ze swoim Złym
(Aniołem? Biesem)
I tylko pamięć, potworny testament,
Błąka się się pod bezsensownym
Paryskim adresem.

NA  ŚMIERĆ  JANA  LECHONIA  – Włodzimierz Słobodnik

Twoja pieśń to bielonych dworków pożegnanie,
Co służą za ostatnie pośmiertne mieszkanie
Karmazynowym cieniom i ich antenatom,
Przyćmionym jak płonącej świecy drżące światło,
Które dłoń przysłoniła od ciem i od burzy,
By choć niejasny, trwał ten płomyk jak najdłużej.

JL_20a_rys_Louis MArcoussis_1954Dla Ciebie tu kuranty czas przeszły śpiewały,
Czas karabel i zblakłej kontuszowej chwały,
A czas dzisiejszy był ci obcy i daleki,
Miałeś dla niego ślepe i puste powieki
I ust milczenie gniewne, bo cały zostałeś
W przeszłości, którą w słowa pieśni wczarowałeś.

Karmazynowych cieniów dziedzic już ostatni,
Ty nie zdjąłeś kontusza w muzealnej sieni,
Lecz szedłeś w nim pod jesień Polski odchodzącej
W mgłę historii, jak smutny żuraw w mgłę na łące.
Urzeczony kurhanów historycznym pięknem,
Ty miałeś głos posępny i echo posępne.

Zostałeś w modrzewiowych dworkach, gdzie nad wodą
Jesienne wiatry nocą poloneza wiodą,
Tak smutnego, że mgły, co wiatrom towarzyszą,
Płaczą dawnością, milczą starodawną ciszą,
A zwiędłe liście lecą, wirują na wietrze,
Jak husaria skrzydłami prująca powietrze.

I wszystko już Ci było ostatnie na świecie:
Ostatnia kropla rosy na liściu i kwiecie,
Ostatnie z widziadłami o zmierzchu rozmowy
I ostatnie przeszłości barwy kolorowej.
W New York wszystko obce. Bliskie tylko okno
Otworzone na rozpacz i na śmierć samotną.
Kwiatów polskich nie było na Twoim pogrzebie,
Bo dzielił je spieniony ocean od Ciebie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s