INNA JESIEŃ

KI_14Jarzębiny kolorowe głaszcze
jesień tutejsza,
a ja rwę na rżyskach strzępy płaszcza,
coraz smutniejsza.

Miedzą idę, co nie znała kosy,
w las się zapuszczam…
Cóż, gdy całkiem innym wabi głosem
litewska puszcza.

A czy bór ten nadniemeński będzie,
miński czy dźwiński,
jego czar taki ciężki pamięci
jak kamień młyński.

Całe moje życie postawione
na onym głazie…
Tych gałęzi, tych gałęzi zielonych
nic nie wymaże.

 

MOJA  SPÓŹNIONA  RECENZJA

Lilce Kossak

Jesteś jak śliczna suknia, suknia koronkowa,
ubrana niby w kwiaty w najpiękniejsze słowa.
Wiejesz przez teatr, jak suknia przewiewa przez pokój,
żywym wdziękiem, gubiąca krój w fałdach uroku,
unosisz się, przeświecasz w biegu, migasz oczom,
co taką cię widziały, wnet inną cię zoczą.

Patrzy na cię gapiostwo, by zgorszenie chłonąć
i –  zawód łyka, zaskoczone twą zakonną
powagą,  surowością co występek chłoszcze.
Łypie okiem świętoszek, bo nie może dostrzec
nic prócz „zwycięstwa chuci” (jak to on potrafi!),
więc poci się i szepce coś o pornografii.

Ty za obłokiem złudy przędziesz swą osnowę
i pieścisz twory swe lub im – urywasz głowy.
Skrzętnie zbierasz co trzeba, napychasz tym tekę
i lalki swej fantazji wyrzucasz na ekran,
lecz nici zatrzymałaś w ręku i tak targasz
nimi, jak chcesz: z łzą w oku lub śmiechem na wargach.

Stroisz z nich jedne w perły, inne – w łach sromotny.
Dlaczego? Bo masz z tego radość wielokrotną,
bo kiedy ten zawrotny twój bohater kreśli,
to ty nie w ciemnej pustce, lecz na scenie, myślisz,
myślisz jak on!… Lecz także jak jego przeciwnik,
w zgodzie z nim i – na opak, i tak, i – najdziwniej…

Rozbitą na osoby myśl znów w kryształ zbierasz
i topisz w ogniu go, razem z nim umierasz;
rozlewasz się w miłości, znów skupiasz w nienawiść…
I śmiejesz się… I z tobą my. Aż się zakrwawi
nagle scena i publiczność zadziwi się psotą,
bo myślała, że śmiech to był… A to był z serca krwotok.

Dzwonisz mi w uszach tęczą, w oczach stajesz się pieśnią…
O myśl!…  O tańcz!… O skrzyj się… Ucieleśniaj,
co chcesz… Baw się, skoro zabawa twoja się skamienia
w piękno. Nie cofaj się, nie lękaj, nie zmieniaj,
nie przymierzaj do miar, zalecanych nie stosuj kosmetyk!
Mów raczej, co widzisz stamtąd, co ci jeszcze będzie pokazane – objaw,
bo jesteś nieskazitelną melodią
takich jak ty, takich co są u mety.

Wiersze – ze zbioru  SŁOWIK LITEWSKI / 1936 r./

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s