„L’amore desperato” /fragmenty/

I żona poety - Teodozja z Szymańskich Kasprowiczowa (1852 - 1889)Bądź pozdrowiona!
Chociaż przelałaś do mojego łona
Ach! tyle kropel goryczy,
Że najlotniejsza myśl nawet nie zliczy,
Ile chwil ciężkich sprawiły mej duszy,
Bądź pozdrowiona!…
Dzisiaj już żadna łza ciebie nie wzruszy:
Na licu skona,
Przez twe błękitne niewidziana oczy,
Gdy ciemną strugą się stoczy
Z pod mej znużonej powieki,
Z tego źródliska,
Z którego tryska
Żalu, tęsknoty i rozpaczy strumień…

Bądź pozdrowiona!
Ty potępiona
I umęczona
Własnemi winy i winy mojemi
Na tej tu ziemi,
Bądź pozdrowiona!
Chociaż przelałaś do mojego łona
Ach! tyle kropel goryczy,
Że najlotniejsza nawet myśl nie zliczy,
Ile sprawiły mej duszy
Ciężkich katuszy,
Że jest jak rzeka zwichrzona:
Ty potępiona
I umęczona
Własnemi winy i winy mojemi
Na tej tu ziemi,
Bądź pozdrowiona!

„MIŁOŚĆ-GRZECH” /fragmenty/

……. Tak! tak! próżne żale
Próżne, powiadam… Kochałem: mój Boże,
Nie ma stworzenia tu na tym kawale
Twojego świata wielkiego, a może
I tam u góry, gdzie rój planet złoty,
Jak kule z ognia, płonie w twym przestworze,
Nie ma zapewne żyjącej istoty,
By w sobie nie uczuła miłosnej tęsknoty.
II.
Nic więc dziwnego, że przyszła godzina,
W której się miłość zbudziła i we mnie.
Ha! może to wam dziwnem być zaczyna
Że ja kochałem całkiem nadaremnie?
Źlem się wyraził: że przez moją miłość
Dusza się w straszną pogrążyła ciemnię,
Żem z wielką myślą utracił zażyłość,
Żem padł, jak owe jabłko, pożarte przez zgniłość….
III.
Raczcie to tylko rozważyć w swej głowie,
A i stąd drogą wnet wyjdziecie krótką;
Wszak to wam dzisiaj każdy z ludzi powie,
Że czar pożądań nie równa się skutkom;
I to wam powie, w jak wielkim są błędzie
Ci, co mniemają, że miłość w bielutką
Stroi nas suknię, jak pierze łabędzie,
I stawia nas w aniołów uskrzydlonych rzędzie.
IV.
Nie! jej początek nie rodzi się w niebie,
Lecz ma swe gniazdo tu, w tem grzesznem ciele;
Cóż więc dziwnego, jeśli człeka grzebie
W przepaściach zbrodni?!… Naiwni minstrele,
Płaksy-rzezańce i mdlejące grona
Bezkrwistych dziewic w liliowe ziele
Wieńczą jej skronie dokoła, a ona
Od żarów wskroś występnych, choć skrytych, czerwona.
V.
Patrzcie! tak, patrzcie! co ze mnie zrobiła!
Cień tylko został z dawnego człowieka!
Jej demoniczna, bezlitosna siła,
Niby orkanem rozburzona rzeka,
Zerwała brzegi mej skalanej duszy;
Wina, odemnie tak przedtem daleka,
Dziś, jak zwierz dziki w niedostępnej głuszy,
We wnętrzu mojem ryczy, zrywa się i puszy…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s